Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stosiki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stosiki. Pokaż wszystkie posty

aby pamięć nie zaginęła - stosowo

 
Tu powyżej to moje Światowo Książkowe prezenty. Tym sposobem, w moim tempie czytania Wydawnictwo zapewniło mi lekturę na ...rok, a sobie gwarancję, że nawet jeśli zniknie z rynku wydawniczego ja go tak szybko nie zapomnę;) Cieszę się szczególnie z biografii Bruno Schulza (Schulz pod kluczem, Wiesław Budzyński), a że ostatnimi czasy zaczytuję w powieściach o kobietach tym bardziej cieszę się na Żony i córki autorki Północ Południe (Elizabeth Gaskell). Z tego samego powodu cieszę się na biografię Katarzyny Wielkiej (Katarzyna Wielka, Andrzej Andrusiewicz), o której czytam zbeletryzowaną jej wersję, czyli Carycę (Ellen Alpsten). Tunel to moje spotkanie z ciągle kontrowersyjnym dla mnie kryminałem, a Paryż w najlepsze się bawiący - z miłości do Miasta :) (A zabawa trwała w najlepsze, Alan Riding). Ze wspomnianych kobiecych czytałam prześwietną - pewnie z racji autorskiego tłumaczenia Katarzyna Wielka. Gra o władzę Ewy Stachniak (Wydawnictwo Znak), wspomnianą Carycę Ellen Alpsten (Wydawnictwo Sonia Draga), której nie mogę jakoś zmęczyć. Dosłownie zmęczyć - bo irytująca jest dla mnie forma opowieści nimfomanki. I chociaż zdaję sobie sprawę, że to pewnie charakterystyczne dla ówczesnego dworu rosyjskiego, to mimo wszystko męczy mnie ta książka. Poza tym do kobiecego tematu wpadły również Trzy kobiety w dobie ciemności Sylvie Courtine-Denamy (Wydawnictwo Świat Książki) - tu irytująca jest forma zapisu, czyli nieczytelne dla mnie przeplatanie życiorysów. Chyba wolałabym, aby historia każdej z kobiet - Edith Stein, Hannah Arendt czy Simone Weil - została opisana w osobnym rozdziale. Niestety tak się nie stało, i przez to jest dla mnie nieczytelne, a książkę często odkładam i długo czytam. Ale czytam :) I znowu trzy kobiety - tym razem u Natalie Zemon Davis z Glikl bas Judah Leib (żydowską kobietą biznesu, i autorką wspomnień opisujących żydowsko-niemieckie stosunki), Marie de l'Incarnation (francuską misjonarką i mistyczką, założycielką Urszulanek) i Marią Sibyllą Merian (niemiecką przyrodniczką). Oraz artystycznie z Malą K., czyli Matyldą Krzesińską w wydaniu Adrienne Sharp (Prawdziwe wspomnienia Mali K. Nasza Księgarnia), i medycznie, aczkolwiek szokująco za sprawą Henrietty Lacks i komórek, o których każda kobieta pamiętać powinna (Nieśmiertelne życie Henrietty Lacks, Rebecca Skloot). Poza tym u mnie esejowo za sprawą Wojciecha Karpińskiego i Zdzisława Skroka, trochę historycznie (Gdy słońce było bogiem Wojciecha Kosidowskiego, Iskry oraz Korona śniegu i krwi Elżbiety Cherezińskiej, Zysk) i psychologicznie - bardzo psychologicznie - w okół dzieci.
 
Codziennie obiecuję sobie, że więcej NIE - zamówię, kupię, wypożyczę. Obiecuję sobie i bardzo sobie życzę, aby mi się ta obiecanka (nie cacanka) spełniła;) Znalazłam jednak wyjście ze swojej manii nabywania książek - powiększam biblioteczkę Syna i też mi z tym dobrze;) A przy okazji - zapraszam na blog A cio to czytam, na którym pojawiać się będą notki o książkach dla dzieci i o dzieciach. Tu, na Czytaniu zrobiło się tłoczno, trochę nie przystawało to wszystko, jedno drugiemu przeszkadzało, stąd nowy adres. Tak jest nam wygodniej, i mamy nadzieję, będzie na dłużej.

oazy spokoju - dzieła zebrane

 
Moja oaza, odskocznia moja i wyciszenie, którego ostatnio mi brakuje, a którego dostarcza mi szczególnie lektura.... nie wcale nie ta sugerująca wyciszenie (ta ciągle przede mną - Ciszej proszę ...). Niewiarygodnej satysfakcji z czytania i oderwania od codzienności dostarcza mi niespodziewanie biografia wielkiego kompozytora Igora Strawińskiego! (Strawiński. Geniusz muzyki i mistrz wizerunku) Może dzieje się tak,bo lubię mężczyzn pewnych siebie, którzy jednocześnie mają podstawy aby takimi być. Nie takich, którym się wydaje, że są kimś, ale takich, którzy są KIMŚ faktycznie! Konkretnie stawiają sobie cele, sukcesywnie dążąc do ich realizacji. Czasem może zniechęcają do siebie niektórych ludzi, ale zawsze pozostają w doskonałej formie, która zapewnia poczucie pewności kochającej ich kobiecie. No cóż! Strawiński jest w tym towarzystwie, choć można powiedzieć, że akurat osobowość tego pana była doskonale spreparowana, a nie naturalna, przez co tak pociągająca. Za to jego biografię czyta się jak wciągającą powieść polityczno-kryminalną.
 
Kolejna biografia, którą podczytuję to Helena Rubinstein. Być może Fitoussi to nie Joseph, albo Rubinstein to tylko kobieta, ale i tak jest bardzo ciekawie, niemniej jednak Helena na chwilę odpoczywa, bo Strawiński chwilowo ją pokonał :) Jednak do królowej piękna jeszcze wrócę!
 
No i książeczka na jedną noc (dla jednych nieprzespaną dla lektury, dla innych z przymusu) Ciesz się każdą chwilą, każdą kanapką to rozprawa na temat radości życia, albo raczej tego, czego boimy się w życiu najbardziej - śmierci. Jak pokonać strach przed nią, jak żyć pełnią życia, cieszyć się każdą chwilą podpowiada doświadczony w tych materiach - radości i śmierci (chorobie) Lee Lipsenthal. To taki trochę american dream, przemawianie do duszy odbitej w lustrze, ale to bardzo miłe przemawianie. Tym bardziej, że książkę można czytać wyrywkowo, gdyby np. komuś zdarzyło się zapomnieć jak cudowne jest życie!
 
Takie to moje wyciszające lektury. Oprócz tych, które opisałam czytam także - zarażona przez Chiarę - poradniki dla rodziców.
Takich chyba lektur szukałam. Czuję, że się 'układam', że uspakajam się i czegoś uczę!
 
Przyjenych lektur Wszystkim!
 

zbiory, jak ktoś nie lubi stosików ;)

Właściwie z nudów wrzucam moje zdobycze ostatnich tygodni. Też z przekonania, że takie wpisy potrafią działać cuda, i dla niejednego czytelnika znaczą więcej niż recenzja (zadziwiające!?). Mam taki plan aby poniżej przedstawione tytuły przeczytać przed końcem roku, co chyba nie będzie szczególnie trudne, bo część z nich już za mną. Są w tych gromadkach książki, których oczekiwałam z niecierpliwością, są i takie, które po prostu musiałam nabyć, a wśród tych z kolei są te, które miło mnie zaskoczyły, które zaskoczyły mnie na niekorzyść, ale i takie, których nigdy nie zapomnę. Do moich książek roku zdecydowanie dołącza Patti Smith i jej Poniedziałkowe dzieci. Niestety wielce zawiedziona jestem, co nie znaczy, że książka jest zła Hollinghurstem. Tak wyczekiwałam tej powieści, a tak srodze się zawiodłam. Smutno mi, bo faktycznie jest trochę inna niż poprzednie jego książki, ale jednak wolę Hollinghursta w starym wydaniu.
Jest też trochę powrotów, choćby Romeo i Julia, W poszukiwaniu straconego czasu i Piękni dwudziestoletni (jedna z książek Marka Hłasko, do których powracam), a także jest wreszcie mój Nabokov z książką, której nie znoszę, ale którą przecież wypada mieć i po polsku, wśród innych wydań zagranicznych :)
 
 
 
W powyższym zbiorze większość książek jest już przeczytana, a więc od góry znajdziecie w nim: 
Hinduskie zaślubiny Sharon Maas - książka, która porywa, wciąga i robi taki mętlik w głowie, że aby nie pogubić się w tej zbudowanej z retrospekcji (zaskakujących!) powieści musiałam namalować sobie wykres!
Dziewczyna w błękitnej sukience Gaynor Arnold - zbeletryzowana biografia Karola Dickensa, o której pisałam już TU.
W stronę Swanna Marcel Proust - pierwsza część W poszukiwaniu straconego czasu - moje drugie podejście, tym razem od początku, i może uda się ... odnaleźć stracony czas:)
Poszukiwacze szczęścia Tishani Doshi - znowu o poszukiwaniu hihi, ale nie odnalazłam szczęścia z tą książką, o czym pisałam TU.
Poniedziałkowe dzieci Patti Smith – książka-obiekt westchnień, historia, która mnie uwiodła i na długo zmusiła do przerwy z czytaniem. Nie da się tej książki zastąpić inną. TU moje z niej wrażenia.
Lolita Vladimir Nabokov - to właściwie odrębna pozycja, która pewnie nie powinna znaleźć się na tym zdjęciu, ani wśród książek, które MUSZĘ, czy też chcę przeczytać do końca roku, bo w całym swym uwielbieniu do twórczości V.N. to jest jedyna (bodaj) książka, której nie lubię i już! Ale może dam się przekonać, wiedziona uczuciem:)?
Piękni dwudziestoletni Marek Hłasko - spotkanie po latach, tyle mogę powiedzieć, i to spotkanie udane, a do tego w oczekiwaniu na biografię pisarza.
Obce dziecko Alan Hollinghurts - mój wielki zawód;/ przykro mi, ale męczę tę powieść, niby miała być lepsza, owszem inna, ale lepsza, żeby nie powiedzieć naj - widać ja nie rozumuję jak większość;/ 
I jeszcze klasyka, którą podczytuję nastrojowo, przedstawiać nie trzeba:
 
I ta, która uratowała mnie przed męczarniami, przed łzami w oczach (bo jak mi smutno, że jeden z moich ulubionych autorów zawodzi) Utonięcie Rose Mariki Cobbold, które zainteresowało mnie po przeczytaniu recenzji u Padmy. Wszystko się potwierdza, wciągam się nawet bez śniadania!
 
 
 
A Wy - też macie określony limit do końca roku? Może w myśl - na nowy rok bez długów - zakładacie pewien pułap, i staracie się to założenie zrealizować?
Ja wiem, że pewnie i tak mi coś przybędzie (a pewnie!!) i wiem też, że i tak coś przeskoczy na kolejny roczek, poza tym jest przecież jeszcze wiele innych nieprzeczytanych na półkach (i w innych miejscach), że wyjście na czysto jest wręcz niemożliwe, ale przecież pomarzyć dobra rzecz:).

O cudowności!

Nie znoszę pokazywania stosów, tym bardziej takich, których przyszłość, jako "przeczytane" jest wątpliwa. Tym razem jednak nie mogę się powstrzymać (nie podejrzewam jednak aby prezentowany mikrostosik - wybaczcie skrzywienie ekonomiczne) miał zostać skazany na złą sławę "do (wiecznego) przeczytania". Otóż moja radość z niego, choć niekompletny jest nieziemska (aaa i jeszcze dojdzie do niego magiczna pozycja, tajemnicza wręcz, ale o tym później ... kiedyś). Wyczekiwałam książek ze Znaku z utęsknieniem ;( już straciłam wszelkie nadzieje, a tu proszę, jak tylko zamknęłam cudowną!, wspaniałą!, boską wręcz! książkę Ewy Pisuli-Dąbrowskiej Dwa brzegi ponad tęczą zastukał do drzwi pan z paczuszką z trzema cudnymi, jak dla mnie, wyczekiwanymi powieściami.
 
O cudowności książki Dwa brzegi ... już było i jeszcze będzie, Alfabet Tischnera ma być lekcją pokory, a na ksiażki Anny Ficner-Ogonowskiej po prostu raz mnie naszło (Angelika hmmm chyba aż tak bardzo tym wyborem się nie kieruj hihi).
Mam co czytać, będę miała za chwilę jeszcze więcej, choć ciągle czuję niedosyt z powodu braku nominowanej do Bookera Dziewczyny w błękitnej sukience;/ Ale może da się to naprawić ;)

Miłego patrzenia!
p.s. zdjęcia zrobione starą, "spadniętą" dziś na kafle Nokią hehe, cud, że działa!


i motto (jedno z wielu pięknych z książki Ewy Pisuli-Dąbrowskiej), tym razem o mieście, o którym książka opowiada

" Mieścina jak łupina szaro-złota pośród chmur
Któż tę zabawkę tam upuścił?
Dziecko
Anioł
Może Bóg?"
(Leszek Długosz, Na Rynku usiąść w Kazimierzu ..)


światowe wybory, czyli co Świat Książki mi zafundował

Światowy stos;) czyli boski Chłopiec z sąsiedztwa - debiut Irene Sabatini (notka niedługo), porażające Niebiosa są puste Avroma Bendavid-Vala, Wszyscy jesteśmy Nomadami Małgorzaty Dzieduszyckiej-Ziemilskiej okraszone cudnymi zdjęciami i kobieca w trzech odsłonach, czyli Trzy kobiety w dobie ciemności Sylvie Courtine-Denamy - to moje lektury na najbliższy czas:)

Chłopiec z sąsiedztwa Irene Sabatini to historia miłosna osnuta na wątku politycznym, czyli mezalians wyznań, przekonań i koloru skóry w Zimbabwe za dyktatury Mugabe. 

Niebiosa są puste Avroma Bendavid-Vala przypomina historię Miedzianki - znikający Trochenbrod, czasy okupacji, wspomnienia podparte obrazami. Zapowiada się na wzruszającą podróż. 

Podróż to też Wszyscy jesteśmy Nomadami Małgorzaty Dzieduszyckiej-Ziemilskiej - tak barwne zdjęcia, jakich dawno nie widziałam. Ciekawa kultura mongolska, uśmiechy, soczyste barwy, przenikające powietrze. Smakuje:) 

Trzy kobiety w dobie ciemności Sylvie Courtine-Denamy skusiły mnie rzetelnymi opowieściami o silnych kobietach.

Zaczęłam od tej, której zapragnęłam, jak tylko ją ujrzałam - od Chłopca z sąsiedztwa, teraz stoję przed trudnym wyborem między dalekimi podróżami, a mocnymi wrażeniami. hmm?

Stos inaczej i bezludny świat może być Bezludnym rajem - Ana Maria Matute

Zbierałam się do tej książki bardzo długo. Pierwsze podejścia mogłabym wyliczać w nieskończonośćJ Ale ruszyłam z kopyta, doszłam do końca pierwszego rozdziału, w końcu zaliczyłam magiczną setkę. I przepadłam! Przecież ta książka jest magiczna. Jak ja mogłam w ogóle ją odkładać!? Czasem nawet w tej magii straszna, bo jak sobie człowiek uświadomi, że jako dziecko też miewał swoje krainy, które odwiedzał, czy to przed zaśnięciem czy we śnie to może utożsamiać się z Adrianą i cieszyć jeśli był rozumiany. Książka Any Mari Matute kojarzyła mi się też nierozerwalnie z oglądanym kiedyś filmem Jeż. I choć silnie starałam się odegnać obraz Palomy, bohaterki filmu, kamienicy w której mieszkała to po jakimś czasie poddałam się i tam właśnie umiejscowiłam akcję książki Bezludny raj.
Tytuł jak najbardziej trafny. Adriana bohaterka książki Matute, która dla mnie zdaje się być alter ego autorki to kilkuletnia dziewczynka żyjąca w swoim świecie, w którym poza wymyślonymi postaciami nie ma nikogo więcej. I choć mieszka ona razem z rodzicami, starszą siostrą i braćmi, oraz służbą żyje jak samotny malutki człowieczek, zagubiony w ciemnościach swojego wielkiego mieszkania i małego świata dziecka. Adriana to inteligentna dziewczynka, która niestety nie potrafi znaleźć wspólnego języka z najbliższymi, albo też oni nie potrafią dogadać się z nią. Za to doskonale rozumie się ze swoją nianią, kucharką, siostrą mamy, którą jednak rzadko widuje, dostarczycielem węgla, mleka …. z wszystkimi osobami, które niestety nie należą do jej rodziny. To bardzo przykre, zważając na inteligencję tego dziecka, z którym rozmowa zdawałaby się być przyjemnością. Niestety rodzice Adriany zajęci własnymi małżeńskimi problemami, nie zauważają problemów społecznych córki, która nie potrafi porozumieć się z koleżankami w szkole i nauczycielami. Wszystkie problemy, jakie dostrzegają zrzucają na brak ogłady i złośliwość córki. Neurotyczna matka, na progu rozwodu potrafi Adrianę tylko łajać za uwagi, jakie dziewczynka przynosi od nauczycielki i dyrektorki szkoły. Starsza siostra w ogóle nie znajduje języka z małą Adrianą, a bracia – bliźniacy, którzy jeszcze do niedawna byli jakby jedynymi osobami rozumiejącymi choć trochę siostrę teraz wyrośli z ich wspólnego świata, a w nowym niestety dla Adriany nie ma miejsca. Jedynie rozmowy z nianią i kucharką są w stanie rozweselić choć trochę małą i dodać blasku w jej smutnym życiu. Na szczęście dla dziewczynki do kamienicy, w której mieszka wprowadza się chłopiec, który rozumie jej świat. Na tę przyjaźń niestety Adriana i Gawryła będą musieli poczekać, gdyż choroba, która zaatakowała dziecięcy organizm dziewczynki na długi czas unieruchamia ją i odbiera możliwość bliskiego poznania chłopca. Jednak tak długo wyczekiwana znajomość i upragnione zrozumienie rozkwitają z podwojoną siłą, której można dzieciom tylko pozazdrościć. Dopiero przy Gawryle Adriana staje się sobą, to z nim, dotąd zamknięta w sobie dziewczynka zaczyna rozmawiać, poznawać świat i cieszyć się życiem, jak na dziecko przystało. Ich wspólne spędzanie czasu zdaje się nie mieć końca, a radość przepełniająca tę małą dwójkę napełnia ich energią. Nie zważają na przeciwności losu, bawią się życiem, poznają to, czego nie nauczyliby ich zajęci sobą dorośli. Żyją. Niestety i tu wkracza okrutny świat dorosłych, bo poza początkowym niezrozumieniem i brakiem przyzwolenia na przyjaźń ze strony matki Adriany wkracza jeszcze choroba Gawryły. Tak bardzo kochające się i rozumiejące dzieci muszą stawić czoła chorobie i śmierci, zrozumieć życie w tak młodym wieku i pogodzić się z jego nieuchronnym przemijaniem.
Bezludny raj to mimo wszystko wesoła książka. Proces, jaki przeszła mała Adriana – od ciemnego świata, w którym nie widać dla niej przyszłości doszła, dzięki przyjaźni i miłości osób, które mimo wszystko znalazła na swojej drodze życia do radości, jaką daje otwarcie się na innych i zrozumienie siebie. Bardzo przyjemnie czytało się te książeczkę i choć czasem zdarzały się smutki, a nawet łzy wzruszenia, to zamykając ją uśmiechałam się do siebie i Adriany, o której wiedziałam, że teraz już sobie poradziJ



A poniżej mój stos na opak, z pozycji horyzontalnej. Od kilku dni jestem przywiązana do łóżka, z którego udaje mi się uciec na krótkie wypady w celu dotlenienia i rozprostowania kości ... w tym jedną wycieczkę do księgarni - no bo jakże by inaczej:) Nie wiem jak długo potrwa jeszcze moje przywiązanie, ale stwierdzam, że dopiero teraz widzę, że mam czas na czytanie. Nie, nie narzekam oczywiście bo i tak miałam go dużo, ale zawsze jednak obowiązki domowe - przynajmniej - odciągały od płynnego czytania. A dzięki temu, że jestem niemobilna, nietykalna, cały remont w domu dzieje się obok i tylko udawać się zaczęłam na krótkie wycieczki w celu zamieszania w garnku z zupą, ewentualnie zjedzenia jej, to przeczytałam zastraszające ilości w jeszcze bardziej zastraszającym tempie.
Na szczęście obok stosu leżącego, czyli już przeczytanego - stąd jego odmienność - stoi kilka książek do przeczytania.
I tak leżą:

(od dołu)
Groteska Natsuo Kirino, którą zaczęłam kiedyś w ramach osobistego wyzwania czytelniczego, które zrobiłyśmy sobie z Olą, ale jej nie skończyłam wtedy, więc teraz zaczęłam raz jeszcze i skończyłam, Uff

Bezludny raj A.M. Matute opisany powyżej:)

Maska arlekina Hanna Kowalewska książka z serii o Zawrociu, którą czytam przygotowując się do pewnego planu, który mam nadzieję kiedyś zrealizuję.

Pióropusz Marian Pilot podobnie jest książką do wykorzystania w planach redakcyjnych, pewnej przepastnej Redakcji:)

Pałac kobiet Pearl Buck to po tę książkę wybłagałam "podróż" do księgarni i żaden inny zakup książkowy nie smakował mi i nie cieszył mnie tak bardzo, jak ten! (o książce wkrótce)

Chmurdalia Joanna Bator pewnie tej książki przedstawiać nie trzeba, ale to i dobrze, bo mnie nie zachwyciła, w odróżnieniu od Piaskowej Góry

W tym stosie powinien pojawić się jeszcze Mondo i inne historie Le Clezio, który leży już na półce i nie załapał się na zdjęcie, a o którym pisałam już TU.

A stoją sobie i czekają w zasięgu łapki:

1Q84 (t.3) H. Murakami otrzymany dzisiaj od Muzy, i tak gorąco omawiany na pewnym portalu społecznościowym :)

Naga cytra Shan Sa też od Muzy (zadbała Muza o to abym się nie nudziła:) ) bo mam napad japońsko-chiński:/

Mapa i terytorium M. Houellebecq ajć wyczekana!!!

Puls J. Barnes chyba nie muszę się tłumaczyć dlaczego:)

Płatki z nieba Mingmei Yip znowu ten napad! :) A powyższe dwie książki podesłało mi Wydawnictwo Świat Książki, dbając o zapewnienie mi zajęcia podczas leżenia:)


Dobrze się leży, skutkuje i mam co czytać!

a podobno książki są drogie!? mój "czterozłotowy" stos, czyli książki zebrane

Poniższy stosik powstał dzięki promocjom w Matrasie (to nie jest reklama - tłumaczę się, bo kilka razy zarzucano mi reklamowanie M.). Promocje te, jak już pisałam u Kali są bardzo niebezpieczne dla książkomaniaków i właściwie powinny służyć ludziom, którzy książek nie kupują twierdząc, że są dla nich za drogie. Takie stosy i takie promocje, a wreszcie takie ceny zaprzeczają ich teorii. Parafrazując, używając do tego powiedzenia - dla chcącego nic trudnego, czyli na książkę (2,50) stać (chyba) każdego! (jasne?:) )

Mój stosik nie powstał naprędce, od razu , potrzeba było trochę czasu aby poszukać czy to w koszach, na półkach, czy na stronie księgarni, aby znaleźć interesujące  (mnie) tytuły. Ale opłaciło się cierpliwie czekać, bo teraz mam na czym oko zawiesić.

Miłego oglądania i .... pokuszenia:)

przedziwny ten stos!!!


Postanowiłam tym razem wy-stosować odmienny niż dotychczas stosik. Zwykle przedstawia on zbiór nowych nabytków, książek, które planuje się przeczytać, a ja postanowiłam inaczej. Przedstawiam stos, który już przeczytałam! Każdą z tych książek, chcę Wam przybliżyć w kilku słowach, a w przyszłości być może w szerszym tekście, jeśli tylko czas mi na to pozwoli. Tak, z czasem ostatnio u mnie krucho, ucieka przez palce w nieznanym mi kierunku i nie wiem, gdzie go szukać. A, że książki leżą przeczytane (niektóre niedoczytane) żal mi ich i ich potencjalnych przyszłych czytelników. Przecież może te kilka zdań skusi kogoś do sięgnięcia po książkę.
W stosie tym przedziwnym znajdują się głownie książki czytane przeze mnie do pracy nad artykułem, większość z nich jest Wam zapewne już doskonale znana, myślę jednak, że znajdą się i takie, po które być może planujecie dopiero sięgnąć. Zaczynamy!




Nocny pociąg do Lizbony Paul Mercier: to książka trochę magiczna żeby nie powiedzieć oniryczna. To, co przytrafia się jej bohaterowi zdaje się być ponad nim. Być może dla kogoś zwykła podróż do obcego miasta może nie mieć nic z magii ale dla Gregoriusa – bohatera książki – ta radykalna zmiana, jaką jest między innymi podróż, w którą się wyprawia ma z niej na pewno wiele. Tym bardziej, że udaje się on do Lizbony, o której prawie nic nie wie. I tym bardziej, że to jakaś tajemnicza siła (może miłość, a może nauka?) pcha tego dotychczas samotnego, zamkniętego w sobie intelektualistę do takiej zmiany. A wszystko to przez jedną książkę i jedną kobietę.










Wojna i wojna, Laszlo Krasznahorkai: książka ta zaczyna się tak, że ma się wrażenie iż nie dotrwa się do końca, bo nie zniesie się nieporadności bohatera. Maruder i nieudacznik – takim jawi się początkowo Korim, a opowiadana przez niego historia nudną. Ale wystarczy zagłębić się w przygodę węgierskiego archiwisty, a zawładnie ona czytelnikiem tak, jak Korimiem zawładnęła tajemnicza księga opisująca historię czterech mężczyzn podróżujących przez miejsca i epoki, nieustannie uciekających przed zagładą. Wrażenie bycia wciągniętym w przedziwną opowieść potęguje styl, jakim posługuje się Krasznahorkai, przywołujący na myśl bezinterpunkcyjne książki Jose Saramago. Woja i wojna to książka zdecydowanie dla lubiących tajemnice i Saramago!









Chłopiec i gołąb Meir Shalev: to kolejna „miłosna” baśń Shalev'a, jaką przyszło mi czytać. Właściwie książka powinna nosić tytuł Chłopiec, dziewczynka i gołąb”. I tym razem to także wspomnienia. Równolegle toczące się dwie historie miłosne – współczesna i osadzona w czasach wojny. Tylko, że ja czytając Chłopiec i gołąb odnosiłam wrażenie, że nadal czytam Rosyjski romans, a szkoda, bo chciałabym poczytać jeszcze Shalev'a i jego opowieści o miłości. Polecam zdecydowanie tym, którzy czuli niedosyt po Rosyjskim romansie.








Wielki bazar kolejowy Paul Theroux: to książka, jak to określiła Chihiro skrzyneczka ze skarbami – i ja to potwierdzam. To bardzo trafne określenie dla książki Theroux. Dodałabym jeszcze, że to książka podróż (nie o podróży, a podróż właśnie). Kopalnia wiedzy na temat Azji (i nie tylko) jak ona długa i szeroka. Pozycja, która zasługuje na osobny tekst, a z drugiej strony książka, o której ciężko napisać, bo chyba żadne słowa nie są w stanie oddać wrażeń, jakich dostarcza jej lektura.
















Rien ne va plus Andrzej Bart: myślę, że to książka doskonale znana czytelnikom choćby z tego powodu, że to wyjątkowo oryginalny pomysł na fabułę. Otóż, jeśli ktoś jeszcze nie wie, to Rien ne va plus jest historią obrazu, który opowiada o swojej podróży po świecie. Książka Andrzeja Barta to doskonała lekcja historii, pełna niepoznanych wcześniej ciekawostek i wydarzeń związanych nie tylko, ze sztuką. Może oczywiście komuś kojarzyć się z Portretem Doriana Graya Oscara Wilde’a ale nic bardziej mylnego. Te dwie historie różnią się diametralnie. Wspólnym mianownikiem jest li tylko obraz, który jednak w każdej książce spełnia inne zadanie. O Rien ne va plus pisała Luiza.








Moja historia czytania Alberto Manguel: książka niespodzianka. Obowiązkowa pozycja dla wszystkich bibliofilów i kochających książki pod każda postacią i w każdym momencie. Bo o rodzajach czytelników i formach czytania, o czytaniu na głos i po cichu, o powstawaniu książek i historiach z tym związanych jest ta pozycja. To książka, której nie da się opowiedzieć w kilku zdaniach, bo jak można w tak krótkiej formie opowiedzieć o sztuce czytania i miłości do książek. A tej pełna jest powieść Alberto Manguel’a. Niestety to książka wypożyczona z biblioteki więc cierpię, bo jak pogodzić się z myślą, że kiedyś będę musiała ją oddać.




Van Gogh’s Women Derek Fell: to prezent od Maga-mary, który podczytywałam ochoczo, zaspakajając swoją ciekawość. Czyż pomyślałabym kiedykolwiek, że geniusz cierpiał z powodu miłości? Czy zastanowiłam się kiedyś, że malując przelewał na płótno swoje niespełnione miłości? Ten chory artysta nie tylko farbami malował obrazy ale i wyobraźnią, która jawiąc się jako prawda nie przybierała takich barw jak jego dzieła. Nic dziwnego, że popadł w depresję – zresztą podtytuł książki także jest wymowny – Romanse i droga do szaleństwa Vincenta. Kobiety van Gogha to ciekawa pozycja nie tylko dla miłośników malarstwa artysty ale i ciekawych życia tego biednego, niespełnionego życiowo człowieka. To zbiór listów ilustrowany szkicami, zdjęciami obrazów malarza i rodziny. I w przypadku tej pozycji chciałabym znaleźć czas, aby choć pokazać trochę ilustracji.




W tym stosie znalazłoby się pewnie jeszcze kilka tytułów, które przeczytałam i wrażenia zachowałam dla siebie i to nie z tego powodu, że były złe, czy że nie chcę się nimi z Wami podzielić. Raczej z tego powodu, że nie sposób pisać o każdej przeczytanej książce, czasem chce się ją przemyśleć, przetrawić, a później te piękne wrażenia zachować dla siebie.

... i ja mam stos, czyli postraszę zaległościami :)




Zastanawiałam się ostatnio, czy warto? Przecież te stosy tak szybko się dezaktualizują :) ale skuszona jesiennymi lekturami Lilithin postanowiłam wstawić swoje, chyba wszystko przez tą nieszczęsną Flawię, na którą zapału wystarcza ledwie do połowy (połowy połowy!; czyli połowy pierwszej części)
W sumie powinnam dołożyć do stosu cały plik gazet, które jeszcze kilka dni temu kupowałam kompulsywnie (to ostatnio często pojawiające się słowo w naszym domu, nasze ulubione słowo łączone z wieloma innymi wyrażeniami), a które leżą i tylko zerkają smutnym oczkiem, błagając o lekturę.
... wracając do stosu ...

A więc w tym kompulsywno-jesiennym stosie (chyba powinnam obiecać NO MORE THE SHOPPING!!) znajdują się – o nie, nie wszystkie kupione haha!

- Kwiaty śliwy w złotym wazonie – otrzymane dzięki uprzejmości Muzy
- Czarodziejska góra – zakupiona po tym, jak natchnął mnie Antonii Libera
- Rosyjski romans – recenzyjna z Muzy
- Jesień patriarchy – w połączeniu z Opowiadaniami, również recenzyjny podarek od Muzy
- dwa razy Flawia w wydaniu Zatrutego ciasteczka i Badyla na katowski wór
- The Room – wiadomo, nominowana do Booker Prize
- Van Gogh’s Women – prezent od Magamary
- The white castle również prezent od Magamary
A z boczku stoi przecudnej urody kalendarz The Medieval Woman an illuminated book of days, przez który nie mogę doczekać się nowego roku – dziękuję Magamaro:)
- Fala po burzy – bo przecież to kolejna część Dzieci przemocy (Clevera!!!!)

Tak trochę z drugiego boczku stoją Kruchy dom duszy – recenzyjny podarek, tym razem od Wydawnictwa Literackiego oraz mój własny nabytek, zakupiona w celu przygotowania do lektury The Finkler Question – Wieczory kaluki.
Dodam, że połowa z tych książek ma już zakładki ;0, co nie oznacza, że jesienią będę się nudzić … a sam stos nie oznacza też, że te właśnie książki pojawią się na blogu w najbliższej przyszłości:)) )

stosy, które rosły i książki, które zmęczyły


Z góry przepraszam za złą jakość zdjęć, niestety zmuszona byłam zrobić je aparatem … telefonicznym:/ Te stosy rosły sobie od jakiegoś czasu, podlewane przeze mnie nowymi nabytkami z księgarni oraz nabytkami pożyczanymi z bibliotek ( nie z jednej, a z kilku), które to już zdążyły się przeterminować, przeczytać i odnieść do biblioteki, aby tam postać sobie spokojniutko w stosach jeszcze większych niż ten mój domowy. Po powrocie z urlopu odniosłam wrażenie, że stos ten urósł pod moją nieobecność, a przez to jeszcze bardziej raził, więc czym prędzej zabrałam się do jego redukcji, eliminując szybko słabszych jego przedstawicieli. I tak w stosach tych znajdują się książki już przeczytane oraz te, których nie przeczytałam do końca (postanowiłam w obliczu takiego tempa przyrostu książek nie zmuszać się do czytania czegoś, co mnie nie wciąga). Są też książki, których oczywiście jeszcze nie ruszyłam i takie, które czytam w specjalnych okolicznościach, co oznacza, że mogą być czytane baaaardzo dłuuuugo oraz takie, które do stosów nie wskoczyły, bo pewnie wcale nie ukażą się w recenzjach na moim blogu.
Poniżej:
Arcydzieła Malarstwa Europejskiego - Ch. Stukenbrock, B. Topper

Malowany welon
- W. Somerset Maugham

Moje życie z Madonną
- Ch. Ciccone

Oskarżony pluszowy M.
- C. Chase (pokuszona przez Cleverę)

Delirio
- L. Restrepo

Prawdziwy świat
- N. Kirino (zakupione z 40% rabatem dla blogerów w Sonia Draga podobnie jak trzy poniżej) TU recenzja

Groteska - N. Kirino

Księżniczka Angina
- R. Topor

Ostateczne wyjście
- N. Kirino

Cząstki elementarne - M. Houellebecq (powtórka z rozrywki, dozowana w tramwaju)

Głodny anioł - S. Karolewski (nie widać tej malutkiej książeczki, a otrzymałam ją z Wydawnictwa Szarlatan)

P.S. Kocham Cię - C. Ahern (zakupiona już drugi raz, pierwszy egzemplarz pożyczony komuś - wiem komu - na wieki - a, ze książki nie skończyłam wtedy, nabyłam ją teraz w celu dokończenia)

Les Combustibles - A. Nothomb (przywieziona z Paryża)

Piekło obiecane - E. Drucaroff (wylosowana na Perlei)

Toast za przodków - W. Górecki (pokuszona przez Engę)

Poniżej przeczytane już książki, niektóre już zrecenzowane oraz te, których lektura była męcząca. O dziwo Safak zaliczam do męczących, choć nie odpuszczam!

Intensity - D. Koontz (ciągle czeka na recenzję)

Ghostwriter - R. Harris

Zdradzona - L. Harris, A. Crofts (TU recenzja)

Trudny wybór - N. Gordimer (recenzja leży)

Twoje serce należy do mnie - D. Koontz (to również jedna z tych, które czekają na recenzję, zaczynam obawiać się czy mi się to wszystko nie pomiesza?)

Iacobus - M. Asensi (to książka, którą zauważyłam w sklepie z pamiątkami, który odwiedziliśmy będąc na Mont St. Michel, mam zamiar przekazać jej treść w ciekawy sposób, cierpliwości)

Dzicy detektywi - Bolano (to książka, która strasznie mnie zawiodła, miała być o pisarzach, o literaturze .... i znudziła mnie strasznie)

Bękart ze Stambułu - E. Safak (pozwólcie, że przemilczę powód jej niedoczytania)

Za plecami anioła - R. Górska

To moja największa bolączka ostatnich tygodni, książka, na którą czekałam z niecierpliwością i wystarczyło kilka zdań, abym dziś przerwała jej lekturę. Wiem, że do niej wrócę, choć pewnie będę denerwować się, podobnie jak w ciągu ostatnich kilku dni lektury, ale muszę i chcę ją przeczytać, choć to historia zupełnie nie w moim guście. To książka, w której znajdzie się wszystko (540 stron) począwszy od miłości, intrygi, bogactwa, homoseksualizmu i zdrady. Pewnie przyjęłabym ją o wiele lepiej, również czytałoby mi się ją dużo lepiej gdyby nie jej zapowiedź jako mrocznej i tajemniczej. Pewnie, że z tytułu można domyślać się wątku romantycznego (wcale mi to nie przeszkadza) ale …właśnie, to ale.

Chyba będę musiała przestawić swoje myślenie aby książkę Pani Renaty przeczytać z pełnym zrozumieniem, bez zmuszania się do niej.














A oto cytaty, które być jednych zachęcą do lektury innych, podobnie jak mnie wręcz odwrotnie. Przepraszam z całego serca autorkę – Renatę Górską – i jednocześnie obiecuję ukończyć kiedyś Jej książkę!

„Tej nocy długo nie potrafiła zasnąć, przebudzona kobiecość domagała się swoich praw. Marta wyobraziła sobie Olivera galopującego na koniu lub przy pracy, która ujawniała jego siłę. Już samo spojrzenie na jego mocne ramiona i uda dawało jej przedsmak…”


„Zdrowy, pracowity i ambitny, miał wszelkie dane ku temu, aby osiągnąć swoje cele, a także zapewnić swej przyszłej rodzinie godziwy byt. Muskularna sylwetka rekompensowała przeciętną twarz, w której nie było jednak nic odpychającego. Marta na jego widok nigdy nie poczuła dreszczy, lecz zdarzało się, że umiał je wywołać przez atmosferę chwili.”

mały CIESZY OKO STOSIK



To w jakim tempie urósł ten stosik zakrawa na cud …tak wolno jeszcze nie zbierałam raptem czterech książek:) Ten przytulaśny stosik złożyłam z książek nabytych z różnych źródeł i w końcu to taki trochę odwet za nieudany stos świąteczny :/

Erich Fromm Mieć czy być – nabyty dziś w E.

Haruki Murakami Koniec świata i Hard-boiled Wonderland – również dziś i również w E. (choć miało być South of the Border, West of the Sun – ale okazało się, że to wcale nie takie proste kupić w E. książkę obcojęzyczną i do tego tą upatrzoną)

J.R. Moehringer Bar dobrych ludzi – allegro, książka baśniowa, z tych, które szkoda kończyć!

Philp Roth Cień pisarza – przypadkiem, wczoraj, Matras za 6,40!



I znowu ten dylemat … czytać dalej to co zaczęłam czy zabrać się za tak stosikowe pokusy?

chude i tłuste stosy

Uzbierało się trochę książek w stos. Zamiast maleć - ciągle rośnie (ale to objaw znany większości książkomaniaków). Owszem miałam takie plany, że zacznę kupować jak zakończę wszystko to co rozpoczęłam, to co już rosło i zbierało się wcześniej (dużo wcześniej) ale z planów pozostało ledwie wspomnienie, a z ambicji nawet nie cień. Nie interesuje mnie to w sumie jakoś specjalnie ani nie martwi. Nie będę sprzeciwiać się naturze. Nie-kupowanie i nie-posiadanie jest wbrew mojej woli (tu chcę powiedzieć, że wpoiłam sobie system porównań – co gdzie po ile i czy potrzebne – bo jeśli znajduje się w mojej osiedlowej bibliotece to daruję sobie kupno, natomiast jeśli jest dostępne tylko w głównej … daruję sobie z kolei czekanie na nią i kupuję!). System ten posiada też podpunkty, które mówią o tym, że wolno kupić biografię bo ta się nigdy nie zestarzeje, wolno mi kupić Nabokova, Lessing i Nothomb, a uwzględniając punkt pierwszy McEwana.



Takie są moje zasady!


… a takie są moje stosy powstałe z niekonsekwencji i …nowych zasad :)

Stos chudy: (który wcale takie chudy nie jest, ale raczej książki w nim z tych „szczuplejszych”)






Amelie Nothomb Z pokorą i uniżeniem
Doris Lessing O kotach
J-P. Amette Kochanka Brechta (do wyzwania czytelniczego)
Laurent Gaude Słońce Scortów (również do wyzwania)
Vladimir Nabokov Nieprawe godło
Doris Lessing Trawa śpiewa
J.M. Coetzee Chłopięce lata
Wiesław Myśliwski Traktat o łuskaniu fasoli (do wyzwania)
Ian McEwan Niewinni
Ryszard Kapuściński Busz po polsku
Ryszard Kapuściński Podróże z Herodotem (na zawsze już w pamięci kojarzone z przerwą śniadaniową w pracy!)
J.M. Coetzee W sercu kraju
Doris Lessing Lato przed zmierzchem (kilka słów na dniach)
Ian McEwan Sobota


Stos gruby: czyli w praktyce ten niższy ale z moimi kochanymi cegłami :)





Artur Domosławski Kapuściński non-fiction (może jak ochłonę po lekturze – bo ochłonąć muszę - coś naskrobię)
G.G. Marquez Rzecz o mych smutnych dziwkach (no grubasem nie jest, ale format pasował do stosu :) )
Fiodor Dostojewski Bracia Karamazow ( w końcu na własność!)
Vladimir Nabokov Kęs życia … (cudna odskocznia, Nabokov dla początkujących, miłe dla oka i duszy opowiadania)
Marcel Proust W cieniu zakwitających dziewcząt (miało być do wyzwania, niestety nie przebrnę przez - tak poważne wtedy, a śmieszne dla mnie dziś - sceny – przepraszam … może kiedyś?)




Trochę czytania przede mną ale w końcu na brak czasu nie powinnam narzekać. Nie obiecuję rychłych recenzji, bo pewnie będę skakać z książki na książkę, znaną mi tylko (albo i nie) zależnością dla tych zmian.



Dołożę jeszcze coś, co widziałam w weekend i pod wrażeniem czego jestem do teraz. Autor widmo Romana Polańskiego, bo o nim mowa, trzymał mnie w takim napięciu jak dawno żaden inny film. I niech nikt mi nie mówi, że pochlebne słowa dla Polańskiego to tylko forma zadośćuczynienia! Nie dam sobie wmówić, że krytycy wypowiadają je tylko z powodu tego, że jeszcze nie tak dawno „opluwano” reżysera za coś co było tak dawno, stało się albo i nie, a jeśli nawet, winę można podzielić.


Stosiki na dżdżyste dni

Ciągle pada i pada i przez to uzbierały się mi dwa stosy - do książek kupowanych jak zwykle – po „troszku”, w ukryciu czy też w akcie desperacji (choć należałoby się już z tego wyleczyć) dołączyło kilka, do przeczytania których skusiła mnie Chihiro prezentując swój stosik
Drugi stos urósł kiedyś w przypływie postawionego sobie samej wyzwania i z chęci powtórzenia przeczytanych oraz przeczytania tych, których nie czytałam – mam na myśli książki nagrodzone Bookerem (pewnie natchnęła mnie do tego tegoroczna Booker Prize)
Stos natchniony i stare śmieci

Odpowiednie małżeństwo Doris Lessing
Wizyty aniołów Anna Wrzos (przyjemna książeczka, taka dla poprawy humoru i wzmocnienia wiary w ludzi – polecona przez Ktrya)
Odruch serca Toni Morrison
Julie&Julia Julie Powell (w trakcie czytania i zapominania o przeczytanych recenzjach, Chiara przeczytała :) )
Klub Koryncki Alan Hollingurst (w oczekiwaniu na zwrot The Line of beauty)
Panna w ogrodzie Dame A.S. Byatt (bo nie było Opętania)
Żar Sandor Marai (przeczytana – moje zdanie na jej temat TU)


Booker stos

Zachować swój świat Nadine Gordimer
Ci, co pozostali Paul Scott
Morze, morze Iris Murdoch (właśnie się wciągam)
Dzieci północy Salman Rushdie (namówiona przez Maga-marę raz jeszcze próbuję S.R!)
Stare diabły Kingsley Amis (przeczytane, ale moje zdanie jest tak odmienne, że aż boję się cokolwiek napisać)
Amsterdam Ian McEwan
Ślepy zabójca Margaret Atwood ( w kwestii przypomnienia)
The Line of Beauty Alan Hollingurst (mam nadzieję "dotrzeć" dalej niż poprzednio)

a byłabym zapomniała o przeczytanych The God of Small Things Arundhati Roy oraz The Gathering Anne Enright



Do tego stosu dołączam Brzemię rzeczy utraconych Kiran Desai, które czyta kuzynka

... i sama podziwiam się za chęci