Niebiosa są puste. Odkrywanie zapomnianego miasta. - Avrom Bendavid - Val

 
 
Pomyśleliście kiedyś, że miasto, w którym żyjecie mogłoby przestać istnieć? Tak po prostu zniknęłoby z mapy. Pozostałby jedynie zatarty ślad głównej drogi, zarośnięte miejsca, w których dawniej stały domy i silne wspomnienia, niezacierające się, jak drogi, ani nie blednące jak stare mury. Jedynie te wspomnienia żyłyby w waszych głowach stanowiąc jedyny ślad po mieście, w którym urodziliście się i mieszkaliście. Straszne? Niewyobrażalne? A jednak. Takich historii wychodzi na światło dzienne coraz więcej. Książka, a właściwie dokument wydany w takiej formie autorstwa Avroma Bendavida – Vala jest dowodem na istnienie czegoś, czego już nie ma. (przywodzi trochę na myśl Miedziankę Filipa Springera, jednak w innych okolicznościach miasto Vala utraciło fizyczność).
Było niegdyś na zachodniej Ukrainie miasto zwane Trochenbrod. Kwitły w nim wszelkiego rodzaju handel i rzemiosło, z całej okolicy zjeżdżali się tam ludzie do pracy lub by coś kupić albo sprzedać. W Trochenbrodzie były poczta, posterunek policji, oddział straży pożarnej, dom kultury, szkoły i wszystko, czego można oczekiwać w małym, ale tętniący życiem mieście. Nic nie pozostało. Jedynym śladem po głównej ulicy miasteczka jest biegnąca po pustkowiu droga …

Książka Avroma Bendavida – Vala ma podtytuł Odkrywanie zapomnianego miasta - mówi on właściwie więcej niż sam tytuł – Niebiosa są puste - tych zebranych owoców poszukiwań miasta przodków. Trochenbrod, jak wspomina autor był w jego domu rodzinnym (w Ameryce) jedynie cichym wspomnieniem, wypowiadanym z ledwie widzialnym cieniem smutku, widocznym gdzieś na dnie oka zagłębianiem się w przeszłość. To wszystko składało się u młodego Avroma na brak zainteresowania miastem, z którego pochodził jego ojciec. Jednak w dorosłym życiu, opowieści z dzieciństwa wzmocnione pobudzoną dorosłą ciekawością skierowały go do miasta przodków. Podróż na Ukrainę poprzedzona była wieloma godzinami poszukiwań dokumentów związanych z Trochenbrodem, możliwości dotarcia doń i poszukiwań sensu oraz celu tej podróży. Cień miasta stawał się Trochenbrodem, Zofiówką (zamieszkałe głównie przez Żydów miasto istniało pod tymi dwiema nazwami). To okrutna i niszcząca siła Holocaustu sprawiła, że dość prężnie rozwijające się miasteczko przestało istnieć właściwie z dnia na dzień. Trochenbrod ze swoją dość krótką historią zdążył jednak zaistnieć w pamięci nie tylko jego mieszkańców, ale i mieszkańców okolicznych miejscowości. Przetrwał w opowieściach potomków tych, którzy zginęli podczas zagłady miasta na tyle, aby Avrom Bendavid – Val mógł na podstawie tych wspomnień odtworzyć zarówno miasteczko, jak i  jego historię.
 
Niebiosa są puste to zbiór owoców kilku podróży autora (pierwotnie miała być tylko jedna) do Trochenbrodu, wysłuchanych opowieści jego mieszkańców i ich krewnych. Pamiątki i zdjęcia przez nich ofiarowane stanowią nieodparte dowody na istnienie Zofiówki i głęboko poruszają swą uderzającą fizycznością, która jest bolesnym dowodem na to, że gdzieś nagle zniknęło nie tylko miasto z domami, ulicami, ale i tysiące jego mieszkańców. Ulotniło się nagle życie.
Bawiliśmy się (…). Próbowaliśmy łapać ptaki (…) W mieście mówiliśmy jidysz. Z gojami rozmawialiśmy po rosyjsku i po polsku. (…) Ślub był w Trochenbrodzie radosnym wydarzeniem; uczestniczyło w nim całe miasto.
Val przedstawił w tym specyficznym wspomnieniu burzliwą i smutną trochę historię Trochenbrodu – począwszy od założenia miasta, jego prężnego rozwoju (zaskakującego dla niektórych), przez upadki powojenne i odrodzenia do zupełnego zniknięcia miasta, jednej z ofiar wojny. To burzliwa historia, bowiem Trochenbrod na zmianę rozwijał się z rozmachem, to podupadał, jednak przez kilka dekad radził sobie z tymi falami, do czasu, kiedy jego mieszkańcy zmuszeni byli uciekać.
Z ponad sześciu tysięcy mieszkańców Trochenbrodu (1942r.) i Łożyszcza przeżyło może sześciuset.

 Trochenbrod, miasteczko, które wedle dość częstych opinii byłoby dziś kwitnącym wielkim miastem, przestało istnieć.
Nie wiadomo jednak co działo się przez lata po unicestwieniu miasta - po wypędzeniu, ucieczkach i mordach mieszkańców Trochenbrodu. Tego też próbuje dociec autor Niebiosa są puste. Leżące odłogiem pola, niegdyś żyznej i uprawianej ziemi, podupadające budynki i brak chętnych oraz sił do odbudowania miasta sprawiły, że dziś po Trochenbrodzie pozostała łąka z nikłym tylko śladem głównej drogi prężnego niegdyś centrum.
Niebiosa są puste Avroma Bendavita – Vala to lektura ciekawa o tyle, że podparta żywymi opowieściami dawnych mieszkańców Trochenbrodu (Zofiówki), których autor szukał na całym świecie. Uciekając z obleganego przez Niemców miasta docierali oni do najdalszych zakątków: Stany Zjednoczone, Izrael, niekiedy pobliska Polska, czy Rosja. Do tego wspomniane liczne fotografie, nie tylko samego miasta, ale i dowodów (ludzi podczas pracy, zabaw, spotkań itp) na toczące się w nim życie stanowiące doskonałe poparcie dla spisanych przez Vala wspomnień i potwierdzające istnienie Trochenbrodu, nie tylko we współrzędnych geograficznych.
Trochenbrod nigdy nie będzie odkupiony, a my nigdy ni znajdziemy się tam w następnym roku. Śmierć nie zamieni się w życie, domy nie wyrosną z ziemi.
Tak pisze Jonathan Safran Foer w przedmowie do książki Niebiosa są puste (sam wspomina Zofiówkę w swojej książce Wszystko jest iluminacją). Więc, aby przywrócić choć na chwilę, choćby we wspomnieniach Trochenbrod do życia zanurzmy się w te wspomnienia.
 
cytaty pochodzą z książki
zdjęcie: google

22 komentarze:

  1. Sam właśnie skończyłem pisać o tej książce. Czy dobrze wyczuwam, że dla Ciebie była to przede wszystkim historia zniszczenia i zapominania? Ja wolę widzieć w tej opowieści historię życia i rozwoju, chociaż brutalnie przerwanego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zacofany w lekturze i tak i nie. Tak, głównie interesowało mnie zniknięcie Trochenbrodu - bo dla mnie, laika to interesujące (nikt mnie nie uczył nigdy w szkole, że takie rzeczy miały miejsce) gdzie "podziali się" mieszkańcy miasta, co z jego domami, drogami itd. A z drugiej strony - w trakcie czytania książki zadziwiło mnie (i tym bardziej pobudziło aspekt znikania) jak bardzo rozwinięty był Trochenbrod!
    W mojej okolicy (a właściwie w mieście, chociaż wtedy jeszcze daleko mu było do miasta) osiedlili się holenderscy mennoici. A jednak - poza kilkoma domami i zrujnowanymmi cmentarzami - nie ma po nich śladu. Zniknęli. Tak nagle, jak się pojawili.

    Czekam na Twój tekst o Niebiosa ...!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błąd - już biegnę go czytać:)

      Usuń
    2. A widzisz, ja znam mechanizm 'znikania' takich żydowskich osiedli, dlatego najciekawsza dla mnie była część o powstaniu i rozwoju miasteczka, o życiu w nim, bo to z kolei coś nowego, słabiej znanego. Poza tym mam ogromny sentyment do Skrzypka na dachu, a tu się po prostu skojarzenia same narzucały.

      Usuń
    3. Zacofany w lekturze dla mnie część o powstawaniu też była ciekawa - czytałam ją z zapartym tchem! Nie tyle załączone zdjęcia, ile właśnie ta część pomogła mi "zbudować" obraz Trochenbrodu.
      Skojarzenia (podobno?*) się nasuwają, a tym, którym się nie nasunęły** (również wspomniane przeze mnie u Ciebie skojarzenia z Foerem) zostały przypomniane.

      * nie czytałam Skrzypka na dachu
      ** czyli mi

      Usuń
    4. Film trzeba obejrzeć koniecznie, pierwowzór literacki warto poznać, choć ma mało wspólnego z wizją filmową:)

      Usuń
    5. Film? Z Niebiosa są puste czy Wszystko jest iluminacją? O tym drugim wiem, że jest, ale jakoś nie mam chęci, szczególnie po tym, jak zobaczyłam zapowiedź Strasznie głośno, niesamowicie blisko i po lekturze książki, która jest piękna, piękna, piękna! Jeśli chodzi o Niebiosa to chętnie obejrzę.

      Usuń
    6. A nie, jak nieustannie o Skrzypku na dachu i Dziejach Tewje Mleczarza Alejchema:)

      Usuń
    7. Ach tak, zapomniałam o Skrzypku! Aaa to widziałam, dawno. Bardzo dawno:)

      Usuń
  3. Zapachniało mi Czernobylem i miastem Prypeć, też znikniętym z powierzchni ziemi, tylko z innych przyczyn...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnes tylko, że w Czarnobylu (Czernobylu) mieszkają jakoś jeszcze ludzie. Nie wiem, jak żyją, ale mieszkają ;/

      Usuń
  4. O mozna komentowac- huuuuraaa!

    OdpowiedzUsuń
  5. Bylismy w tym roku na wyprawie rowerowej z przyjaciolmi na rzeszowszczyznie i lubelskim. Wyprawa przebiegala glownie pod zanakiem kultury zydowskiej. Zwlaszcza Mikolaj jest bardzo zakrecony na punkci judaizmu. Wiec ogladalismy stare zydowskie cmentarze- czy raczej to , co z nich pozostalo- i synagogi. W jednym z miast znalezlismy miejsce zbiorowego pochowku- skrzetnie zreszta ukryte, pomiedzy dwoma posesjami a starszy pan-swiadek tamtejszych wydarzen, ktoremu porzyczylismy pompke do roweru w zamian opowiedzial nam o tym jak zwozono tu zwloki i wrzucano do gigantycznego dolu, dzieci zabijano na miejscu...Niby wiedzialam o holokauscie, zdawalam sobie sprawe z zydowskiej tragedii, ale dopiero teraz poczulam ja naprawde- mocno i dobitnie. Okazuje sie, ze w niektorych rzeszowskich miasteczkach nawet90% mieszkancow stanowili Zydzi! Teraz nie ma po nich sladu a zeby znalezc cmentarz trzeba sie niezle natrudzic. To prawie tak samo jak z tym znikajacym miastem. Tu co prawda miasta zostaly, ale znikneli nagle ich mieszkancy. Tak sobie nagle wyobrazilam wyludnione, opustoszale w ciagu jednej nocy miaso, kiedys bawily sie tu dzieci a przkupki wrzaskliwie zachwalaly swoje towary, ktos sie klocil, ktos kochal ... teraz, trzaskaja niedomkniete okiennice a wiatr hula po pustych domach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po pierwsze napiszę, że taka wyprawa (no, może nie do końca na dwóch kółkach) to moje marzenie. kiedyś, na krakowskim Kazimierzu stałam jak przyklejona przy zamkniętej (godziny otwarcia są, a przynajmniej były, wyznaczone) bramie do żydowskiego cmentarza. fascynuje mnie poniekąd ta kultura (jako dziecko usilnie starałam się odnaleźć "swoje" żydowskie korzenie hehe)
      To smutne, że w naszym kraju, a szczególnie w tych okolicach, w których kultura żydowska miała się dobrze, które dzięki niej dziś tak wyglądają i taką przeszłością mogą się chwalić nie dba się o pamięć zmarłych Żydów. Wtedy skarbem są tacy ludzie, jak spotkany przez Was Pan!

      Usuń
    2. i wiesz co jeszcze Ziemolina ... też próbuję sobie wyobrazić jak wyglądało kiedyś życie w takich miejscowościach. Podczas lektury tej książki, w trakcie wycieczki do Chorwacji, kiedy jechaliśmy przez opuszczone wioski, jeszcze ze śladami wojny ... próbowałam wyobrazić sobie, jak się w nich żyło. Niestety, smutny obraz, jaki miałam przed oczami pozwalał mi tylko na równie smutne obrazy ich ucieczki ;( Dla mnie to coś nie do przejścia! Nie mogę sobie wyobrazić, aby moje miasto pozostało nagle puste...

      Usuń
    3. A w Bosni ile jeszcze sladow wojny! W Sarajewie przejezdzajac tzw.aleja snajperow widzialm mnostwo dziur po kulach a moja natretna wyobraznie podsuwala mi krwawe widoki.
      "Niebiosa sa puste" kupie dla Mikolaja to ten czlonek naszej wycieczki, ktory najbardziej sie interesuje judaizmem.

      Usuń
    4. Może to źle, że dla nas, wychowanych w (pozornym) pokoju wojna to jakaś odległa, niemożliwa do powtórzenia się przeszłość;/? Nawet nie chcę myśleć o tym, że mogłabym żyć jak ludzie z oglądanych przez nas miejsc ;((

      Usuń
  6. Dzięki Twojej recenzji książka przesunęła się na szczyt listy do przeczytania. Już sam opis mnie zaintrygował, Twoja recenzja zaś pobudziła moją wyobraźnię i zmusiła do zadawania pytań. Nie mogę się doczekać aż przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  7. Kasiek bardzo się cieszę (polecam szczególnie recenzję na blogu u Zacofanego - powyżej dostaniesz się do niego po profilu).
    Pytań po tej książce zdaje się więcej niż przed, bo człowiek - przynajmniej ja - ze świadomości problemu je rodzi.

    OdpowiedzUsuń