Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hollinghurst. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hollinghurst. Pokaż wszystkie posty

Es - l'homosexualite est un delit

Przyznaję, że książka Allana Hollinghurst'a "Linia piękna" (The Line of beauty) przeleżała u mnie kilka dobrych lat w stanie nadgryzionym. Nie wiem co sprawiło, że nie doczytałam jej do końca - czy trudności językowe jakie mi sprawiała czy ciężki kaliber treści? A może jedno do drugiego i "The Line of beauty" stała się dla mnie ciężkostrawna. Przypomniałam sobie o niej kiedy postanowiłam poszerzyć krąg bookerowskich dzieł (bo było tak zwykle, że sięgałam po książki nagrodzone, jednak nie wszystkie – i nie wszystkie też wydane zostały na rynku polskim, a potem to się o nich zapominało) oraz dzięki stosikowi Chihiro
Tak więc w związku z pomysłem "The Line of beauty" znalazła się w stosie bookerowskim (choć nie ma jej na zdjęciu stosu, bo została dopiero później odzyskana od wypożyczającego ;-) ) . Od razu przyznaję, że niektóre z fragmentów, które były dla mnie niezrozumiałe bądź wydawały się takie, (co okazywało się błędnym myśleniem) zaczerpnęłam z polskiego wydania, które cudem zdobyłam i to w śmiesznie niskiej cenie. Podejrzewam, że to wstyd trzymać taką książkę w hurtowni, czy księgarni, nie wstyd, że taka książka jeszcze stoi ale w ogóle stoi – bo reakcje na recenzje książki zauważałam raczej pąsowe.
Czytając książki z listy bookerów nie oceniam ich bo nie mam do tego kompetencji, najwyżej wyrażam swoje zdanie – dobre czy złe – które w tylko mi znany sposób kształtuję i pojmuję.
Myślę - i pewnie tą myślą podzielam zdania kilku innych osób, że "Linia piękna" choć niezaprzeczenie zasłużyła na otrzymaną nagrodę i książką wybitną jest, to jednak przysłużyła się jej tematyka gejowska, bo czasy i okoliczności, bo powiązania polityczne w treści i wartości obyczajowe – wszystko to razem i oczywiście talent pisarski Hollinghurst'a dały wynik w postaci Bookera w roku 2004.

Jest 1983, środek wyjątkowo gorącego lata. Brytyjska Partia Konserwatywna wygrywa wybory pod przywództwem Margaret Thatcher. Główny bohater, po części narrator 21 letni Nick Guest, absolwent Oksfordu, podkochujący się w swoim przyjacielu ze studiów Tobym, wprowadza się do jego domu w Londynie. Sytuacja dość skomplikowana dla Nicka, który nie ukrywa swojego homoseksualizmu i musi znaleźć się w towarzystwie ojca Toby'ego i jego towarzyszy z partii Torysów, przeciwnych raczej homoseksualizmowi (przeciwnych bo nie znają? bo nie rozumieją? bo właściwie co?). Jednak chłopak ma szczęście, bowiem cała rodzina Toby'ego, włącznie z ojcem parlamentarzystą do homoseksualizmu Nicka odnosi się tolerancyjnie. To pod okiem i prawie pod dachem tego pruderyjnego domu Nick nawiązuje swój pierwszy romans, który już na zawsze wpłynie na jego życie, tak silnie, że nawet Nick nie zdaje sobie z tego sprawy i nie jest w stanie przewidzieć wpływu swojego pierwszego kochanka na jego przyszłość.
To są tylko skromne początki powieści. Nawet nie można się specjalnie bulwersować jak na Allana Hollinghurst'a. Jednak kiedy tylko akcja przenosi się do roku 1986, kiedy to Nick zaczyna rozwijać skrzydła nawiązując nowe znajomości i odnajdując się w reszcie w otoczeniu polityków i osób z wyższych sfer książka nabiera nie tyle tempa ile ... rumieńców. Nick czerpie pełnymi garściami z tego co oferuje już nie do końca „podziemne” życie w wielkiej metropolii, wciąga się, bez wyrzutów i obaw w seksualne przyjemności dopełniane stanami narkotykowego upojenia. Niestety jest to życie w cieniu AIDS i ciągle potępianej odmienności orientacji seksualnej.
I jak zawsze u Hollinghurst'a nie obędzie się bez opisów aktów seksualnych – więc książka dla osób , którym raczej pruderia obcą jest. Bo choć opisom tym daleko do pornograficznych to jednak autor przedstawia je, podobnie jak Klubie korynckim dość realistycznie co uprzedzonym czytelnikom może wydać się odpychające i naganne. Jednak należy pamiętać, że nie one są celem książki i nie dla tych opisów książka powstała, jest to swego rodzaju znak rozpoznawczy autora.

Nie wiem co stanowi tło w książce Allan Hollinghurst'a – ciagle nowe podboje seksualne Nicka, jego napiętnowany homoseksualizm czy raczej sytuacja polityczna Angli lat osiemdziesiątych?
"Linia piękna" to książka rzeka – bo to historia, od początku do końca (czyżby?), życia młodego chłopaka, który na jej kartach odkrywa swoje przekonania, przeżywa inicjacje zarówno te seksualne jak i towarzyskie – to jak kiedyś ktoś napisał „powieść inicjacja”, to historia przepoczwarzania się nieopierzonego chłopaka z rodziny bez tradycji w pewnego siebie i swojego zdania obywatela świata. To także bardzo obrazowy portret Anglii w rządów Thatcherowskich konserwatystów. Chciałabym aby powstał równie dobry obraz polskich rządów w obliczu równie podobnych problemów społecznych bo ciekawa jestem jak poradziłyby sobie nasze kręgi polityczne w podobnej sytuacji.
chciałabym życzyć
WSZYSTKIM SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU I SZAMPAŃSKIEJ ZABAWY!

the swimming-pool library

"Klub Koryncki" dedykowany jest pierwszemu Anglikowi Nicholasowi Clarkowi (1959-1984), który zmarł na AIDS. Złożoność książki rozpoczyna się już od próby przetłumaczenia tytułu, ponieważ oryginalny tytuł w dosłownym tłumaczeniu brzmiałby mniej więcej pływalniana biblioteka co ni jak ma się do języka polskiego i tłumaczenie tytułu nastręcza ogromne trudności językowe nie mówiąc już o wymówieniu tegoż tytułu czy tym bardziej kojarzeniu i zapamiętaniu. Jednak tłumaczka książki Maria Olejniczak-Skarsgard trafnie nadała tej książce polski tytuł – Klub Koryncki - bowiem jak możemy dowiedzieć się koryntianami nazywano dandysów, którzy szczególnie uwielbiali wszelkie dziedziny sportowe i co z tym związane specjalizowali się w nich. Natomiast tytułowy Korynt to miejsce – pływalnia – do którego mężczyźni przychodzą właśnie doskonalić swoją sprawność fizyczną. Jest on też miejscem spotkań mężczyzn z … mężczyznami. To w Koryncie dają oni upust swojej próżności i pysze. Tam bezpiecznie mogą spotykać się nie ukrywając swoich skłonności. Jeśli ktoś zna twórczość Alana Hollinghurst’a, choćby nawet tylko orientacyjnie, domyśla się czego może spodziewać się po książce "Klub Koryncki".
William Beckwith bohater książki czy też raczej przez swoją postawę antybohater to typowy homoseksualny Don Juan, którego celem życia zdaje się być zdobywanie. Pozbawiony jakichkolwiek kompleksów, przystojny i wykształcony młody mężczyzna nastawia się na konsumpcję. Konsumpcję seksu oraz kolekcję kochanków.
Oczywiście jak na książkę autora "Linii piękna" przystało nie brakuje w "Klubie Korynckim" samej seksualności. I choć wyjątkowo dużo w niej opisów "ociekających" seksem (sceny miłosne, spotkania pod prysznicem w klubie, przypadkowe spotkania w szaletach publicznych – to chyba standard u Hollinghurst’a, czy też sceny z kina, gdzie nie film pornograficzny jest tym co może gorszyć ale raczej to co dzieje się na widowni) to jednak seksualność w tej książce jest li tylko fizycznością, która nie ma nic wspólnego z wulgarnością. Tym bardziej, że sfera ta wyjątkowo współgra ze społecznością w jakiej rozgrywa się książka. Ciekawostką książki Hollinghurst’a jest to, że w Klubie Korynckim zarówno jako książce jak i w klubie nie pojawia się ani jedna kobieta (skojarzyło mi się z odwrotną sytuacją w filmie Women). Nawet wtedy gdy już ma dojść do takiego spotkania, gdy już myślimy, że jednak w świecie Hollinghurst’a kobiety istnieją w dziwny sposób do spotkania takowego nigdy nie dochodzi.
"Klub Koryncki" to czysto męska powieść dlatego gdybym miała porównać dwie przeczytane książki wspomnianego autora wolę jednak "koedukacyjną" "Linię piękna". Nie dlatego, żebym nie była tolerancyjna, również nie z pobudek czysto feministycznych ale raczej z powodu nudy jaką dostarcza monotonne środowisko, niezależnie kobiet czy mężczyzn.
Próbuję też porównać Hollinghurst’a jako przedstawiciela literatury gejowskiej w Wielkiej Brytanii do … Michała Witkowskiego, który nie określa tak otwarcie jak Hollinghurst swojej seksualności, jednak na miarę polskich realiów literaturę gejowską tworzy. Moim skromnym zdaniem czytanie "Linii piękna" czy też "Klubu Korynckiego" to – przepraszam – czysta przyjemność w porównaniu do (hardcorowych) książek Witkowskiego, a i otrzymana przez Hollinghurst'a nagroda Bookera, jak dla mnie w pełni zasłużona, jest chyba miarodajną oceną (w tym przypadku) twórczości pisarza.