co czytam - y na wakacjach? (Magnolia G. Jeromin-Gałuszka)

szkoły są różne - jedni twierdzą, że dobrze jest czytać o miejscu, do którego się jedzie (w którym spędza się wakacje), inni znowu, że nie, że to jedna z gorszych możliwości ... nie wiedzieć czemu? rozprasza? zakrzywia obraz (cudownego czasem) miejsca? ale, że niby czemu? Z mojego punktu widzenia czytanie o miejscu, w którym przebywa się na wakacjach może być o tyle niebezpieczne, iż z miejsca tego nie chce się potem wyjeżdżać - tyle ciekawostek, które wchłaniamy podczas lektury może doprowadzić do potrzeby ich zagłębiania, doświadczenia. Ja tak mam. Miałam tak czytając na poprzednich wakacjach, spędzanych w górach książkę Antoniego Kroha Sklep Potrzeb Kulturalnych (mam też tak, że zawsze w tychże górach ślinię się - dosłownie - przed wystawą księgarni Witkacy, która specjalizuje się w literaturze górskiej. Na ten przykład obrazek ślinogenny:
 
 
 
 
Ale nie o tym chciałam - ani o lekturach wakacyjnych, ani tym bardziej o księgarni Witkacy (to osobny temat). Tym razem chciałam o książce, która z miejscem naszych (minionych właśnie wakacji) miała wspólny ... spokój. Błogie uczucie zalegania ciszy w uszach (no dobrze, trochę to na wyrost, bo takie chwile się łowi, nie istnieją w stanie permanentnym), widoki kojące wzrok (to akurat prawda) i to oderwaniea od rzeczywistości (czy to możliwe w dzisiejszych czasach? - obrazek taki mi się nasuwa: pan na szlaku podłączony do blututa, tokujący o biznesie do końca ... zasięgu.
O książce, która - co - uwaga - lubię najbardziej z wakacyjnych wyjazdów - nabyta została w tymże miejscu. To właśnie lubię! Te pamiątki - banalne, bo banalne, ale przywołujące więcej wspomnień niż niejedna muszla, kamyk czy gałązka. Zbieram je, kolekcjonuję i wracam do tamtych chwil, choćby patrząc na nie.
Tak też będzie z Magnolia Grażyny Jeromin - Gałuszka - książka cicha, spokojna i pełna wspomnień, bo stamtąd, bo o takich samych miejscach.
Magnolia dzieje się spokojnie, bo spokojna to historia w bieszczadzkim lesie, w hotelu - popeerelowskiej pozostałości więziennej. Hotelu, który niby w ciszy gdzieś schowany, a gwarny. Pełen życia, choć jakby psychicznie martwych ludzi. Przemielonych i wyplutych przez życie kobiet i mężczyzn, którzy mimo wszystko chcą jakoś trwać, choć te przeżycia, które ich przemieliły (jednych mnie, drugich bardziej) ciągną się za nimi, gdzieś tam doskwierają i gniotą.
Czesia, Olga, Doris, Marlena wspierane małoletnią Tusią, a istniejące jakby dzięki Filipowi ciągną wózek, na którym siedzi ciężki hotel. Trudny czasem do utrzymania, ciężki do podźwignięcia gdy spada, ale dają radę. W tym hotelu - tytułowej Magnolii leczą swoje rany, i ... umierają. Niektórzy, nie do końca i nigdy nie na zawsze.
 
Taka właśnie jest Magnolia. O życiu, wspomnieniach i miłości - uczuciach, które to życie budują. Może wydać się smutna  i nudna, ale taka nie jest. 
Są takie książki (a właściwie autorzy), które piszą się same. Są i takie, w których treści widać włożoną pracę i przygotowania, są i takie (pomijając te, które nie wiedzieć skąd się wzięły) które ewidentnie ktoś n a p i s a ł. Pisał - wymyślając historię (może i wspierając się życiem) ale pisał - mozolnie, dzień po dniu. Dawał i zabierał życie bohaterom, niczym ich własny stwórca, dorzucał garście zdarzeń, dolewał łez i zraszał śmiechem. Taka jest Magnolia, i z tym wszystkim - z tym jej malowaniem jest piękna. Właśnie za to piękno - za to tworzenie uwielbiam książki Pani Grażyny. Tak, jak czekałam na kolejną Magnolię, tak i teraz jestem w tym oczekiwaniu na ... kolejną książkę autorki.
Czy cofnę się w czasie do starej kamienicy pełnej ludzkich historii niczym bohaterowie Nie zostawiaj mnie, czy może zajrzę do krainy Kobiet z Czerwonych Bagien, a może wreszcie, jak w Magnolii ucieknę gdzieś do leśnej głuszy? Czas pokaże. Czekam. Już teraz.

3 komentarze:

  1. od kilkunastu lat czytuje głównie prozę anglojęzyczną na wakacjach, to taki mój odpoczynek od pracy ;)zaintrygowałaś mnie swoimi wrażeniami, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię przywozić jakies książki z wojaży. Tak jak piszesz - to świetna pamiątka, wspomnienie miejsca.

    OdpowiedzUsuń