To w rzeczy samej wojewoda Dracula musiał być, który przydomek swój zdobył, Turków nad wielką rzeką na tureckiej granicy zwyciężając. Jeśli to prawda, to nieprzeciętny był z niego człowiek. Zarówno bowiem w tamtych czasach, jak i przez całe wieki potem mówiono o nim jako i najsprytniejszym i najbardziej przebiegłym , a także najdzielniejszym z synów ”ziemi za lasem”. Swój świetny umysł i żelazną wolę on w grobie zachował i jeszcze teraz my będziemy musieli z nim zmierzyć się. (…) Draculowie świetny i szlachetny ród stanowili, choć niektórzy z nich byli przez współczesnych o kontakty ze Złym oskarżani. (…) W dokumentach takie słowa jak „stregoica” – czarownica, „ordog” i „pokol” – szatan i piekło pojawiają się. W jednym z manuskryptów właśnie tego Draculę nazywa się „wampyr”, a to słowo dla nas aż nazbyt jest jasne. Ziemia, w której to zło wcielone przebywać może – ta sama, w której ciało tamtego wielkiego człowieka złożona i wielu wspaniałych kobiet – z ich rodowego grobowca pochodzić musi. Bo – co już samo przeraża – owo zło w dobru głęboko zakorzenione i w ziemi przenikniętej świętą pamięcią spoczywać musi.
Dziś wiadomo, że mit wampira wywodzi się z wielu dawnych legend, które napisały lęki ludzi przed ciemnością i złem oraz istotami, które zakradając się podstępnie nocą, przez wypicie ich krwi, którą uważano za życiodajną pozbawiają je życia. Geneza słowa wampir sięga korzeni średniowiecznej Słowacji, ale nie genezą chce się zająć. Otóż wampiry, wampiryzm i wszystko co z nim związane to ostatnio temat na świeczniku. Szczególnie tym literackim świeczniku, bo w istoty żyjące nocą już dawno przestano wierzyć. Dziś, kiedy na półkach w księgarniach każda niemal okładka to takie, czy inne wyobrażenie wampira można pomyśleć, że jednak nadal gdzieś tkwi w nas średniowieczna legenda, a gdyby nie fakt, że autorami wampirzych bestsellerów są głownie amerykańscy autorzy (o ile nie tylko autorki) można by pokusić się o stwierdzenie, że budzi się w nas słowiańska natura. A może tu tkwi źródło sukcesu wampirów w Polsce – w jakiejś ukrytej tęsknocie za przeszłością?
Wampiry pojawiały się w literaturze niemal od jej początków – od starożytnych mitologii, przez wiek osiemnasty i dziewiętnasty na całej szerokości geograficznej. Nawet w dziele dwóch niemieckich duchownych - Jacoba Sprengera i Heinricha Kramera pod tytułem Młot na czarownice stały się przedmiotem badać badań fizjologicznych i teologicznych. Jednak nigdy nie zyskały osobnego statusu - chciałoby się powiedzieć aż do dziś. I choć dzisiejsze wampiry różnią się bardzo cechami charakterystycznymi od tych nawet dziewiętnastowiecznych to i tak nadal wzbudzają przerażenie połączone z uwielbieniem.
Pamiętać należy jednak, że temat wampirów w literaturze doczekał się swoich klasycznych wydań, których nie sposób nie znać, zanim pozna się zamerykanizowane postacie z nadludzkimi cechami. Każdy, kto choć trochę słyszał o wampirach, czy literaturze w ogóle bez problemu wskaże Anne Rice i Brama Stokera, a to zapewne za sprawą ekranizacji filmowych ich dzieł – Wywiadu z wampirem oraz Draculi. Właśnie o tym drugim tytule chciałabym dzisiaj kilka słów napisać.
Otóż skusiłam się na lekturę wampirów! Jednak przerażona sukcesem świecących, zakochanych postaci przemieszczających się już nie tylko siłami swojej natury ale i siłami mechanicznymi o niezliczonej ilości koni mechanicznych zapragnęłam poznać ten ociekający krwią światek od podszewki, czyli od klasycznej pozycji ze źródłami w słowiańskich legendach.
Nie wiem, czy warto przybliżać fabułę książki, i czy to się da w ogóle opowiedzieć, ponieważ powieść Abrahama Stokera to nic innego jak zbiór listów i wspomnień z dzienników osób, na drodze których stanął legendarnych książę Dracula. Ale spróbuję choć trochę przybliżyć książkę. Otóż historia zaczyna się od przyjazdu prawnika Jonathana Harkera do tajemniczej posiadłości człowieka, który w kancelarii, w której pracuje Harker podpisuje umowę kupna posiadłości w Londynie. Owa posiadłość, do której trafia Harker znajduje się w bliżej nieokreślonym miejscu, Transylwanii, w miejscu trudnodostępnym położonym w samym sercu Karpat. Tam oczom Jonathana ukazuje się mroczny zamek, do którego zresztą dowiózł go nie wiem, czy nie bardziej mroczny woźnica w swoim przedziwnym powozie. Współczesny czytelnik, który zna mniej więcej legendę nie wsiadłby do takiego wozu, ani nie przyjąłby zaproszenia księcia do zamku - chyba, że byłby żądny przygód - ale cóż miał zrobić niczego nieświadomy młody człowiek, dla którego była to zwyczajna wizyta w ramach wspólnych interesów. Jakież było zdziwienie Harkera kiedy zaczął powoli poznawać zwyczaje właściciela zamku, jakież było jego przerażenie kiedy okazało się, że z zamku nie ma drogi powrotu, a otaczające go ciemne lasy i góry pełne są niebezpiecznych wilków, które słuchają tylko swojego pana – Draculi. Jakby równolegle historia toczy się już w Anglii, w której pojawia się tajemnicza postać nietoperza, zatruwając krew i życie młodej kobiety, przyjaciółki narzeczonej Jonathana Harkera. W ten dziwny sposób łączą się losy Lucy i Miny oraz kochających je mężczyzn, którzy stają do walki ze złymi mocami, jeszcze nieświadomi niebezpieczeństwa jakie one za sobą niosą.
Cytat, który przytoczyłam na początku tekstu to opis tej tajemniczej siły, która zmanifestowała się naszym bohaterom, mając nad nimi przewagę w postaci nie tylko swoich ciemnych mocy ale i niewiedzy mężczyzn. Dopiero odkrycie, jakiego dokonał dla nich przyjaciel, wynajdując w starych księgach taki opis tajemniczej postaci uzmysłowiło im z czym będą musieli walczyć.
Wampir Stokera w niczym nie przypomina dzisiejszych młodych, gładkolicych wampirów. To raczej wyrafinowany arystokrata, żyjący na takim poziomie życia jakby otaczały go hordy służby a on sam jakby nie wiedział co robić z rodzinnymi bogactwami. Uwodzicielski przystojny mężczyzna, choć bardzo wiekowy nie poddający się upływowi czasu, za to przeżywający ludzkie emocje i doskonale przystosowujący się do społeczności. Dracula bowiem może przyjmować każdą postać, co często wykorzystuje – od wspomnianego nietoperza, przez wilka, psa do szczura i mgłę.
W swoim dziele Stoker wplata, jak pisałam elementy piętnastowiecznej legendy o Vladzie Draculi, który rządził Transylwanią w piętnastym wieku. Może warto wspomnieć, że znaczenie przydomka Dracul pochodzi od herbu przedstawiającego smoka oraz od Zamku Smoka, który był miejscem spotkań sekretnego bractwa rycerskiego broniącego chrześcijaństwa przed najazdem tureckim. Stoker dodaje do powieści też elementy wierzeń ludowych – każąc wampirom spać w trumnach, reagować strachem na widok krzyża i ucieczką na zapach czosnku. Być może powieść Stokera nie jest wybitnym osiągnięciem pod względem literackim, a to za sprawą swojej formy – czyli wspomnianych listów i kart z dzienników, ale w połączeniu z wykorzystanymi źródłami nie można odebrać jej prawa do miana powieści klasycznej, przynajmniej w tym jednym temacie. Pomieszana w czasie fabuła także może stanowić pewna uciążliwość, jednak oparcie się na tak wielu, nawet jeśli tylko wierzeniach i legendach dodaje książce pikanterii i czyni ją prawdziwszą niż współczesne wyssane z palca charakterystyki pseudowampirów.
Powieść doczekała się wielu ekranizacji, które wzbudzały nie tylko w widzach burzliwe emocje, ale także wywoływały kłótnie na poziomie spadkobiercy - reżyser, i zmuszały niektórych z nich do zmian w treści oraz tytule. Sadząc po tych burzach możemy domniemywać, że rodzina Stokera była bardzo mocno przekonana o prawdziwości opisanych przez swojego krewnego wydarzeniach i o ich jedynej w swoim rodzaju oryginalności. I choć najpierw księcia Draculę odsunęła w cień Anne Rice ze swoim Lestatem, oraz pojawiające się, jak grzyby po deszczu inne wampirze postacie, to Dracula nadal pozostaje symbolem wampira. Postacią potężną, zdolną podświadomie rządzić człowiekiem i przerazić do granic możliwości, bez cienia kpiny i uśmiechu.
cytat pochodzi z książki, okładka - www.zielonasowa.pl


















