Właściwie powinnam zacząć od końca, bo pierwszą przeczytałam książkę Lustra miasta, a później wróciłam do Bękarta ze Stambułu. Ta druga powieść Elif Şafak leżała u mnie już jakiś czas. Zakładka wciśnięta była gdzieś w okolicach 20 strony i ani trochę nie kusiła mnie żeby dać jej kolejną szansę. Jednak dopiero lektura Luster miasta sprawiła, że sięgnęłam po dawno zapomnianą, drugą książkę autorki. Lustra miasta wciągnęły mnie do tego stopnia, że zapomniałam o całym przedświątecznym i świątecznym zgiełku, o jedzeniu i o mały włos spaniu. To wszystko sprawiło, że chłonęłam lekturę książki nie mogąc doczekać się powrotu do Bękarta ze Stambułu. Skruszona, przepraszając grubą powieść, we wściekle różowych okładkach wyciągnęłam książkę z samego spodu stosu, który właśnie na niej się utrzymywał i zakończyłam (a właściwie rozpoczęłam na nowo) lekturę. Nie potrafię powiedzieć, która książka bardziej mnie wciągnęła (bo i przy tej drugiej zapomniałam o wszelkich życiowych funkcjach i obowiązkach) każda z nich jest inna – Lustra miasta oniryczna, a Bękart ze Stambułu wzruszająca, a czasem nawet wesoła. Jak wspaniałą pisarką jest Elif Şafak świadczyć może fakt, że każda z jej trzech książek (należy pamiętać o Pchlim Pałacu), które dotychczas ukazały się na polskim rynku jest inna. Jakby poszczególne z nich pisała inna autorka, inna ręka i umysł. Pchli pałac opisuje codzienne życie w stambulskim domu (u nas nazwalibyśmy to kamienicą), Lustra miasta magiczną sile miłości i magii, a Bękart ze Stambułu bulwersując przybliża moc skrywanych tajemnic i przebaczenia. Już nie mogę w takim razie doczekać się Czarnego mleka, którego wydanie zapowiada Wydawnictwo Literackie.
Wracając do kontrowersyjnego Bękarta … jak bardzo ta książka zaskakuje i jakie tematy porusza może świadczyć fakt, że autorce po jej opublikowaniu w Turcji groziły trzy lata więzienia. O słowa, jakie wypowiada jeden z bohaterów książki, dotyczące nazwania masakry Ormian przez Turków ludobójstwem wytoczono jej proces o szkalowanie tureckości.
Obydwie książki, a właściwie wszystkie trzy (Pchli Pałac także), które są dotychczas dostępne w Polsce i wszystkie, jakie czytałam nie należą do książkę najłatwiejszych w odbiorze. Pomimo tego, że jest w nich coś, co sprawia, że ten pozorny bałagan, jakim może zdawać się historia opowiadana przez autorkę przeradza się w jasną opowieść często dotyczą problemów trudnych, niby życiowych, ale dla innej kultury być może niezrozumiałych. Mimo to nie mogę zgodzić się z opinią, że każda następna książka Şafak jest gorsza (a z takimi się spotkałam). Nie wiem, czy to kwestia mojego dojrzenia do prozy tej tureckiej pisarki, czy jednak kształtowanie się jej talentu (co byłoby zrozumiałe, podobnie zresztą, jak moje lepsze jej rozumienie) ale mi osobiście każda następna powieść Şafak wydaje się lepsza. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że lepsza od Pchlego Pałacu, który tak wielu stawia na pierwszym miejscu.
Nie wiem, którą z tych książek wybrałabym jako najlepszą. Każda z nich urzekła mnie czymś zgoła odmiennym.
W Bękarcie ze Stambułu splatają się losy dwóch rodzin, których korzenie sięgają Turcji. Mężczyźni w tych rodzinach odgrywają rolę ogniw je łączących, czasem nawet nieświadomie. Jednak przeważają w ich kobiety, bo to one mają ostateczne zdanie i one trzymają całą rodzinę w ryzach.
Druga książka Elif Şafak to opowieść o młodej Turczynce imieniem Zeliha, która wyłamuje się z obowiązujących norm i zwyczajów tureckich bulwersując nie tylko swoim kontrowersyjnym dość stylem - krzykliwymi strojami, makijażem i biżuterią ale i odważną decyzją jaką było urodzenie nieślubnego dziecka. Zeliha przez dwadzieścia prawie lat nikomu nie mówi, kto jest ojcem jej córki, nawet sama Asya nie jest w stanie wyciągnąć tego od matki. Zeliha i Asya mieszkają w Stambule w domu pełnym kobiet, w którym cztery pokolenia żyją pod jednym dachem doskonale się rozumiejąc, funkcjonują w świecie bez mężczyzn. A ci w tej tureckiej rodzinie umierają młodo, większość z nich dożywa ledwie czterdziestu lat.
Jedynym mężczyzną z tego rodu, który jeszcze żyje jest Mustafa, brat Zelihi mieszkający od dwudziestu lat w Ameryce. Związany tam z Rose, Amerykanką wychowującą samotnie córkę, półormiankę, nie nawiązuje żadnych kontaktów z rodziną, która pozostała w Stambule. Dopiero dziwne losy wiążące Amy – córkę Rose i Asye sprawiają, że Mustafa powraca do rodzinnego domu.
Te pozornie niezwiązane rodziny zaczyna zbliżać przeszłość i prawda. Bo Bękart ze Stambułu to książka o odkrywaniu prawdy i godzeniu się z nią, choćby nie wiem, jak bolesną była. Şafak umiejętnie łączy przeszłość i potrzebę pogodzenia się z nią z koniecznością niezapominania o tym, co było, o własnej historii.
Cała książka zbudowana jest z kilkunastu rozdziałów, których nazwy tworzą przepis na aşure – deser owiany tajemniczą historią, mający decydującą w niej rolę i jednocześnie nawiązują do aromatycznych jego składników.
Lustra miasta natomiast są zgoła odmienną opowieścią od Bękarta ze Stambułu, gdyż dosłownie kipią aż magią. W tej książce o pogmatwanych losach rodziny wszystko żyje. Przemawiają nie tylko ptaki, ale i woda, dzbanki i przyprawy. To historia, która zdaje się odbijać w wielu tytułowych lustrach i tworzyć z nich swego rodzaju kalejdoskop oderwanych, lecz jednak łączących się w bajeczną całość opowieści.
Bohaterami Luster miasta są postacie tak rożne, że czasami można zdziwić się co takiego sprawiło, że los połączył tych wszystkich ludzi. Isabel – piękna i smutna żona, czekająca na jakikolwiek dowód miłości swojego wiecznie zapracowanego, inteligentnego męża. Ukrywająca tajemnicę (i tu te dwie książki coś łączy), duchowo związana ze Starą - mistrzynią czarów, która kiedyś uratowała jej życie. Miguel – porywczy, pociągający mężczyzna, brat mądrego Antonia, który przejmie dziedzictwo Rodu. Bohaterów Şafak otacza całe mnóstwo tajemniczych postaci, które tylko pozornie nie mają wpływu na ich los. Ester, która miewa prorocze sny, kobieta o twarzy półmotyla i półgąsienicy – oszpecona Zulfe, sąsiadka, której zamiary nie do końca są chyba dobre oraz Inkwizytor Alonso Perez de Herera, którym kieruje tajemniczy Głos. To tylko część z postaci, jakie pojawiają się w książce. I tylko studnia zdaje się łączyć Ród Pereirów. Studnia, która jest symbolem pamięci, przechowującym przeróżne zdarzenia. Niekoniecznie szczęśliwe, i niekoniecznie mające dobry wpływ na ich los. Lustra miasta można określić jako oniryczną i jednocześnie dziką historię, którą czasem trzeba potraktować z przymrużeniem oka, by innym razem zapędzić się w jej treść bez możliwości oderwania.
Nie potrafię określić, która z tych dwóch książek przeczytanych ostatnio przez mnie jest lepsza. Każda z nich jest inna, jedna realistyczna aż do bólu inna do bólu magiczna. Myślę, że aby zrozumieć je obydwie i dać się im porwać trzeba przeczytać zarówno Bękarta ze Stambułu jak i Lustra miasta. Pozostaje tylko pytanie od której zacząć. Odpowiedź na to pytanie pozostawiam Wam drodzy Czytelnicy odsyłając, tych którzy jeszcze nie doświadczyli do barwnego świata magii Elif Şafak.














