zajrzyj co w Szafie piszczy!!


Zapraszam do lektury najnowszego numeru kwartalnika literacko-artystycznego Szafa.

Znalazł się w nim między innymi mój tekst o książkach Czesława Miłosza, oraz książce-monografii Aleksandra Fiuta i jeszcze więcej tekstów o Nobliście innych autorów. Poza tym teksty jedynej poetki, jaką rozumiem - Małgosi Południak

Bo to wszystko nie tak, nie tak, nie tak... No a jeśli… jeżeli nie tak, nie tak, no to po co nam było w to gnać?

Świat nie jest taki zły, świat nie jest wcale mdły, niech no tylko zakwitną jabłonie.

Któż nie kojarzy Agnieszki Osieckiej? Kto nie pamięta wielu napisanych przez nią piosenek śpiewanych przez najróżniejszych wykonawców. Myślę, że Niech żyje bal albo Małgośka Maryli Rodowicz, czy Nie spoczniemy Czerwonych Gitar kojarzą nawet najmłodsi. Można tak wymieniać w nieskończoność, bo przecież Agnieszka Osiecka to nie tylko autorka szlagierów, nie tylko dziennikarka - także radiowa (Radiowe Studio Piosenki w Polskim Radiu) ale tez reżyser telewizyjny i teatralny. Szczególnie z tej ostatniej profesji jest pewnie mniej znana, mniej kojarzona ze sztuk, które nie tylko reżyserowała ale pisała do nich piosenki. Te utwory sceniczne  pamiętane są w mniejszym stopniu, bo nie spotkamy się z nimi już na scenie (jeśli nawet, to bardzo rzadko), bo to zakątki dostępne dla wielbicieli Osieckiej. Do niedawna tak było. Teraz każdy, kto tylko poczuje niedosyt albo zapragnie poszerzyć swoją wiedzę w temacie, każdy kto zechce sprawdzić, jak bogaty repertuar utworów scenicznych pozostawiła w spuściźnie Agnieszka Osiecka może sięgnąć po oryginalne w swej oprawie wydanie pod tytułem Jabłonie. Wybrane utwory sceniczne. Wydane przez Wydawnictwo Prószyński.
Ten pierwszy tom (drugi także ukaże się nakładem wydawnictwa już na jesieni) zawiera sześć sztuk, które mocno nawiązują do ówczesnej sytuacji politycznej kraju (Niech no tylko zakwitną jabłonie – Część I dzieje się przed wojną, część II dzieje się po wojnie niemal zaczyna się słowami patrzcie, moi  państwo, oto współczesna współczesność:). Większość utworów to język ulicy, zasłyszany, przeniesiony na deski teatru, tak aby widz (czytelnik) uzmysłowił sobie rzeczywistość. Także cytaty z prasy, wykorzystywane przez autorkę stanowią dużo wartość tego zbioru. 





Całości dodaje smaczku wyśmienita oprawa – szczególną uwagę warto zwrócić na obwoluty (powyżej) – oryginalne zapiski Agnieszki Osieckiej, plakaty zapowiadające sztuki, prosty zapis tekstów, opracowanych na podstawie maszynopisów z archiwum Fundacji Okularnicy im. Agnieszki Osieckiej (ta zajmuje się opieką na spuścizną po Agnieszce Osieckiej i popularyzowaniem jej twórczości) przywodzą na myśl oryginalne notatki autorki, jakby gdyby zebrane w jeden plik kartek. Niewątpliwe przybliżają atmosferę tworzenia i powstawania niemal zakazanych przedstawień.
Jabłonie przybliżają tamtejszą sytuację polityczną i społeczną kraju, a bohaterowie Osieckiej – prości, spotykani na ulicach ludzie, nie uwikłani w niepotrzebne związki i układy, zawieszeni w lekko onirycznej (nie)rzeczywistości  pobudzają wyobraźnię i stanowią dość oryginalny klimat dla całości. 

cytaty pochodzą z książki oraz google
więcej opracowań dotyczących twórczości Agnieszki Osieckiej TU



aktualny od półwiecza "Władca Much" Williama Goldinga

Ot, zwykła bajeczka, przygodowa historia chłopców, którzy jakimś cudem przeżywają wypadek samolotu rozbijającego się na bezludnej wyspie. Grupa młodych chłopców, a właściwie dzieci (przekrój wiekowy bohaterów Goldinga doprawdy szeroki) zostaje skazana na siebie, na własne pomysły aby przeżyć. Dzieciaki traktują początkowo to zdarzenie jako dobrą zabawę. Ucieczkę spod opieki dorosłych, samowolne decydowanie o własnym życiu. Dopóki jest dzień! Jednak z każdym zapadnięciem zmierzchu ich odwaga kurczy się, a strachy powiększają. Wieczorem i nocą każdy szmer wydaje się podejrzanym hałasem, każdy cień dziką zwierzyną i niebezpiecznym stworem. I choć początkowo myślą nad wyraz racjonalnie upatrując w rozpalonym ognisku jedynej szansy na ratunek z morza, budując liche, ale zawsze szałasy i wybierając wodza grupy, to po jakimś czasie to ich racjonalne myślenie gdzieś zanika. Zwycięża chęć dowodzenia, udowodnienia własnych racji. Budzi się chęć do walki i eliminacji słabszych i sprzeciwiających się. Tak rodzą się konflikty, tak dzieją się na wyspie tragedie. 


Nożem zwierza! Ciach po gardle! Tryska krew!


Chłopcy zaczynają gubić się w rzeczywistości – tracąc orientację i powoli zmysły nie rozróżniają świata prawdziwego od tego, który kreuje ich wyobraźnia. Władza w grupie dzieli się. Dotychczasowy przywódca zostaje obalony, zaczyna rządzić "mały Hitler", który aby osiągnąć władzę nie cofnie się nawet przed zagładą wyspy i własnej, sprzyjającej jemu grupy.
Jakkolwiek na początku książki przeżywamy wraz z dzieciakami świetną przygodę, może trochę bardziej wybiegając w przyszłość, jako dorosły - bo przecież dorosły umie (wydaje się) bardziej przewidywać i planować aniżeli dziecko, tak im dalej zagłębiamy się w lekturę tym bardziej, jak chłopcy zaczynamy odczuwać strach. W naszej wyobraźni maluje się straszna rzeczywistość, która niewiele odbiega od otaczającej nas w codziennym życiu. Zaczynamy zdawać sobie sprawę, jak słabej natury jest człowiek, jak okrutny jest jego charakter. Władza zapisana jest gdzieś każdemu w podświadomości i każdy – jeśli tylko dostanie taką okazję – będzie do niej dążył. Choćby po trupach, choćby tym samym torował drogę do własnej zagłady.
Jak okrutna to książka uświadamiamy sobie właśnie wtedy, gdy dociera do nas obraz człowieczeństwa, a właściwie jego zatracenia. Te dzieci są synonimem dorosłych, którzy nie potrafią znaleźć złotego środka dla dobra świata (bo przecież ta mała wyspa dla tych chłopców, to jak cały świat dla ludzkości). Nawet dziś nie trzeba długo szukać aby znaleźć przykłady takich rozbitków z bezludnej wyspy. Choćby wspomniany Hitler – po trupach (nawet własnym) do celu, nie bacząc na straty byle tylko osiągnąć cel, który da pocieszenie. Nieważne, że chwilowe. Czy też nienawistne zabijanie z powodu (a właściwie bez, bo co to za powód?) odmienności czy to poglądów politycznych, koloru skóry czy religii. Zabijanie z zazdrości, z zemsty za to, że ktoś jest lepszy. Nie dziwmy się tym dzieciom kiedy zabijają nieświadome własnego kolegę, biorąc go za Zwierza, bo sami walimy na oślep. Bez planu, bezmyślnie, bez sensu. Ostatnio choćby kiedy cała Europa wyrzucała tony żywności, nie wiedząc właściwie z jakiego powodu to czyni – z obrzydzeniem na twarzach i radością, że się pozbędzie śmiercionośnej bakterii pozbyła się źródła życia. Milionów witamin, ton jedzenia w dobie, kiedy 1/3 świata głoduje. W ten sposób Europa zabiła zwierza, który okazał się zwierzem nie być. Czy teraz rzucimy się na kolejnego podejrzanego, bezmyślnie pozbawiając go życia?
Jak zachowaliby się dorośli „spadając” grupą na bezludną wyspę? Niczym nie różniłoby się ich zachowanie od nieukształtowanych jeszcze dzieci. Od umysłów, które nie znają pojęcia rozsądku, władzy i zrozumienia, szczególnie w obliczu bezprawia (czytaj: ręki dorosłego)

Władca Much to po hebrajsku Belzebub, a ten jest synonimem Szatana. Władca Much Williama Goldinga to książka ponadczasowa i nie pasują do niej słowa, że dorosły jej nie zrozumie, że tylko dziecko może pojąć naturę dziecka, szczególnie w obliczu strachu. Nie zgodzę się z tym. Powiem więcej – mało które dzisiejsze dziecko, współczesne zrozumie tę powieść. W dobie internetu, szaleństwa komórek (oj stara jestem stara, iPodów przecież!), w czasach gdy przygoda dla dzieci zaczyna się i kończy przed monitorem własnego komputera, a konchą, która pozwala objąć władzę jest PSP czy wypasiony telefon takie dziecko nie zrozumie ducha przygody, nie pojmie strachu i wyobcowania. Wyśmieje nieporadność bohaterów Goldinga, bo dziś nie walczy się siłą i rozumem a snobizmem i pychą, a pustą głowę zastępuje pełen portfel.
 
Tańczmy nasz taniec! Dalej! Tańczyć!



cytaty pochodzą z książki

"Ślad ruchu naprzód" - ROK MIŁOSZA z Literackim

Czesław Miłosz – chciałoby się powiedzieć, kto nie zna Czesława Miłosza? A jednak, część z nas zdaje się kojarzyć Autora z przymusowego czytania w szkołach i kilku tytułów. Lektura na lekcji języka polskiego nie zawsze należy do przyjemnych, bo choć nawet książka będzie dla młodego człowieka wielką przygodą, to już jej interpretacja tak, jak przykazali niekoniecznie. Właśnie dlatego pewnie większości uczniów lektura szkolna kojarzy się z męką i czymś nieprzyjemnym. Stąd częste braki w znajomości warsztatów i dzieł taki wielkich autorów, jak Czesław Miłosz. Zresztą, co też nas uczono, że Miłosz to kto? Wielki buntownik, wróg narodu, renegat? Czy też, że za takiego go uważano kiedyś, a później starano się nagle wybielać, odwracać przysłowiowego kota ogonem. Dopiero zauważono, kogo stracono?
Setna rocznica urodzin Autora jest bardzo dobrą okazją do naprawy błędów, do nadrobienia zaległości, poznania, czy też poszerzenia wiedzy o Miłoszu i jego dziełach. Tym bardziej, że rok, w którym przypada ta rocznica ogłoszono Rokiem Miłosza. W ramach Roku Miłosza przygotowano nie tylko szereg spotkań, konferencji, dyskusji i wystaw (zresztą nie tylko w Polsce ale i za granicą – Paryż, Nowy Jork, San Francisco, Wilno itp) ale i wznowiono wiele dzieł Autora, oraz wydano zupełnie nowe opracowania dotyczące twórczości Miłosza. Wydawnictwa prześcigały się w ilości wznawianych tytułów – w rozmiarach, okładkach, szczegółach. Ja chciałabym przybliżyć kilka wydań Wydawnictwa Literackiego, na które zwróciłam uwagę, i które dzięki uprzejmości Wydawnictwa mogłam przeczytać: Wyprawa w Dwudziestolecie, Spiżarnia Literacka oraz zupełnie nową książkę, zapewne długo wyczekiwaną przez znawców i wielbicieli poezji Czesława Miłosza  Moment Wieczny. Poezja Czesława Miłosza autorstwa Aleksandra Fiuta.
  



Podróż w głąb historii

Moja książka to ogród wycinków, co prawda plewiony, bo nie pozuję bynajmniej na całkowicie bezstronnego obserwatora … tak o Wyprawie w Dwudziestolecie pisze jej Autor. Książka składa się z szesnastu rozdziałów, z których każdy przybliża historię Polski, poszczególne elementy na nią się składające. Tak bliskie Miłoszowi Wilno, czy Lwów, Warszawę (Stolica) a także warstwy społeczne ówczesnej Polski: Robotnicy, Administracja, SanacjaLudzie - to tytuły kolejnych rozdziałów książki. Książka, jest opracowaniem raczej naukowym i dydaktycznym niż lekturą na upalne letnie wieczory, ale warto w te długie wieczory nadrobić dawno stracony czas, poznać to, czego nam poznać nie dano. Wszystkie informacje oparte są na doskonałych materiałach źródłowych (ulotkach, dokumentach, artykułach prasowych czy wreszcie pamiętnikach i fragmentach dzieł literackich, które przekazywały wiedzę o ówczesnej Rzeczpospolitej).
Dzięki doskonałym materiałom źródłowym, doświadczeniom własnym Autora Wyprawa w Dwudziestolecie trafnie ukazuje realia II Rzeczpospolitej. Być może niektórym obraz taki wyda się nieprawdziwy, zgoła odmienny od tego, jaki utrwalił się w jego świadomości, ale może znajdą się też tacy czytelnicy, dla których książka ta będzie doskonałą lekcją prawdziwej historii.
Na szczególną uwagę zasługuje ostatni rozdział książki Ludzie, w którym Czesław Miłosz podsumowuje wszystkie tematy, które poruszył w książce, w pewien sposób starając się wyjaśnić czym dla niego były okres dwudziestolecia i jakie znaczenie miały dla niego osoby tworzące ówczesną Polskę. W ten sposób przybliża i czytelnikowi czasy, które minęły i prawdy o których dziś trudno dotrzeć. Dzięki Autorowi mamy możliwość poznać zgoła odmienny punkt widzenia, ujrzeć to, czego widzieć nie pozwalano, co kryło się za zasłoną kłamstw i niedomówień. Wyprawa w Dwudziestolecie to doskonała lekcja historii.



Spiżarnia talentów 

Spiżarnia literacka to kolejny dokument można rzec, jaki do naszych rąk trafia dzięki Wydawnictwu Literackiemu. Można by Spiżarni literackiej nadać równie dobrze tytuł Kopalnia literacka, żeby nie powiedzieć kopalnia talentów. W tej książce poznajemy nie tylko ciekawostki jakich dostarcza nam sam Autor ale i właśnie Jego z zupełnie innej strony. To zbiór felietonów z kilku lat pisanych do Tygodnika Powszechnego, w którym wszystko jest ciekawostką. Prawdziwy róg obfitości, bez zbędnych frazesów i niepotrzebnych faktów. Książka można powiedzieć plotkarska. Wszystko w Spiżarni literackiej smakuje wybornie – każdy analizowany wiersz, każda ciekawostka o jego autorze – wszystko w najlepszym wykonaniu. Ale z drugiej strony nie jest to niezdrowe poszukiwanie sensacji - Miłosz nie wytyka nikomu błędów, nie uraża – dyskutuje, ale nie zagaduje, zaciekawia. Maluje prawdziwe portrety tworząc z nich wielką sztukę. Wartością tej sztuki jest fakt, że Autor wiele z opisanych przez siebie w Spiżarni... osób znał osobiście – można powiedzieć, że fakt ten dodaje pikanterii.
Do tej książki możemy podchodzić, jak do prawdziwej spiżarni bogatej w smakołyki –  smakować je. Nie pochłaniać od razu, delektować się jej znakomitym smakiem. A nawet dzięki Wydawcy możemy źródła tych smaków poznać, na końcu książki umieszczono spis pierwodruków – daty i numery Tygodników, w których ukazały się poszczególne felietony.
Ta ostatnia książka Czesława Miłosza będzie smakować nie tylko tym, którzy pióro Autora w Tygodnikach Powszechnychśledzili, ale i wszystkim pozostałym, którzy być może dopiero poznają warsztat Miłosza.

A na deser … Moment wieczny czyli jedyna w swoim rodzaju monografia autorstwa jednego z największych znawców twórczości Czesława Miłosza – Aleksandra Fiuta. Ten zbiór tekstów publikowanych wcześniej przez autora, zarówno w Polsce jak i zagranicą, stopniowo poszerzany o analizę kolejnych, pojawiających się tomików poezji Miłosza stał się pierwszym studium monograficznym twórczości poetyckiej noblisty.
Moment wieczny to wyłączność Aleksandra Fiuta na monografię, jak sam przyznaje we wstępie. Opracowanie to, jak wspomniałam powstawało latami - autor książki początki jej powstawania datuje na rok 1975. Na wybór poszczególnych tekstów składa się ówczesna sytuacja polityczna kraju, oraz fakt przebywania na emigracji zarówno autora wierszy – Czesława Miłosza (wróg Polski Ludowej), jak i Aleksandra Fiuta. Należy nadmienić, iż opracowanie obejmuje osiemnaście tomów wierszy Miłosza (między innymi Piesek przydrożny, Nieobjęta ziemia czy Ocalenie) oraz wiersze Noblisty drukowane w czasopismach.
Na pytanie dlaczego taki, a nie inny tytuł dla tego zbioru, autor książki, w wywiadzie dla Wydawnictwa Literackiego odpowiada tak:  Bywa, że tytuł powstaje, zanim powstanie książka. I tak właśnie było w tym przypadku. Po przeczytaniu wiersza, który początkowo nosił tytuł Bon nad Lemanem, a potem Na brzegach Lemanu, miałem przeczucie, że ostatnia jego fraza – Godzisz się co jest niszczyć i z ruchu podjąć  moment wieczny - to klucz do poezji Miłosza. Zwłaszcza ta formuła: „moment wieczny”.
(dla zobrazowania fragment wiersza)

A kto w tym, co jest,
Znajduje spokój, ład i moment wieczny,
Mija bez śladu. Godzisz się, co jest,
Niszczyć i z ruchu podjąć moment wieczny
Jak blask na wodach czarnej rzeki? Tak.

Cz. Miłosz Notatnik: Brzegi Lemanu [w: A. Fiut, Moment wieczny)





Może warto choćby przy okazji jubileuszu i obchodów Roku Miłosza przypomnieć (czy też przybliżyć) sobie twórczość polskiego Noblisty. Szczególnie przy okazji tylu wartościowych i fantastycznych opracowań ciągle pojawiających się na polskim rynku książkowym. Przysiąść raz jeszcze nad książkami i wierszami aby skorzystać z tej spuścizny Autora, który powiedział o swojej twórczości, że w pogoni za rzeczywistością pozostawia za sobą książki niby zeschłą skórę węża, po to, żeby uciekać w przód od tego, co zrobiło się dawniej (Odczyt Noblowski, Zaczynając od moich ulic. Dzieła zebrane.).
Chętnie podzieliłabym się choćby jedną z powyższych książek, ale cieszą one moje oczy do tego stopnia, że trudno mi się z nimi rozstać. Zaglądam do nich i nadal odkrywam ciekawostki. Tak, zaskakujące bywają książki. 

Powyższy tekst powstał w oparciu o opisywane książki, oraz wywiad Wydawnictwa Literackiego z Aleksandrem Fiutem, autorem książki Moment wieczny. Poezja Czesława Miłosza.
Cytaty pochodzą z książek.
Zdjęcie Cz. Miłosza
http://www.google.pl/imgres?imgurl=http://wilnoteka.lt/files/imagecache/240x180/images/article/field_picture/czeslaw-milosz-21.jpg&imgrefurl=http://wilnoteka.lt/pl/strona/anonse/wydarzenia&usg=__SvJv7AWB0ivmBFa805QUzTriktc=&h=180&w=240&sz=8&hl=pl&start=81&sig2=MbmUvIRrtW16E05bkPskZg&zoom=1&tbnid=4Nu5wVYj-H_2RM:&tbnh=144&tbnw=192&ei=7KTwTZbUJc-SOtOSvOsC&prev=/search%3Fq%3Dczes%25C5%2582aw%2Bmi%25C5%2582osz%26hl%3Dpl%26client%3Dfirefox-a%26hs%3Dk2I%26sa%3DX%26rls%3Dorg.mozilla:pl:official%26biw%3D1400%26bih%3D857%26tbm%3Disch&itbs=1&iact=hc&vpx=1170&vpy=378&dur=54&hovh=144&hovw=192&tx=74&ty=91&page=4&ndsp=25&ved=1t:429,r:5,s:81&biw=1400&bih=857

Dziękuję za pomoc Wydawnictwu Literackiemu 

Komuś musimy zaufać - dlaczego nie pszczołom?* - Królowa pszczół. Katarzyna Krenz

Najtrudniej jest pisać o książkach, które poruszają, szarpią za jakąś niewidzialną strunę, która drga przy każdym wspomnieniu. Jak opisać takie emocje? Przetwarzam, układam, odrzucam, myślę, myślę – i tak przez kilka dni po lekturze. Opowiedzieć jest mi łatwiej. Wyrazić emocje pomagając sobie mimiką, rękoma, gestami … a tak na papier, jak? Wszystko, co napiszę o doświadczeniach, jakie towarzyszyły lekturze książki będzie banałem.
Książka Katarzyny Krenz Królowa pszczół to opowieść o życiu i jednocześnie jego metafora. W cudowny sposób, wyjątkowo poetycki autorka opisuje smutne i radosne doświadczenia swoich bohaterów. Poznajemy w ten sposób historie trudnych związków, małżeństw po przejściach, ciężkiego dzieciństwa i innych doświadczeń życiowych, które miały ogromny wpływ na bohaterów książki. Bohaterowie Krenz są jak ludzie nas otaczający. Zwyczajni, targani emocjami, zagubieni i pełni kompleksów. Ale to też ludzie, którzy pragną zmian. Nie chcą pozostawać w tym stuporze, jaki funduje im codzienność. Chcą wyrwać się i żyć wbrew przekonaniu, że w pewnym wieku już nic się nie zmieni, że z niektórymi sytuacjami trzeba się pogodzić. Dokonują tego wyjeżdżając na tournee z grupą teatralną do Hiszpanii. 

(...) Nie, to oni, ludzie z zespołu. Z pozoru tacy sobie obcy, tacy różni, niedopasowani, a już są razem, rozumieją się bez słów. (...)

Wszystko to, co zdarza się podczas podroży grupie ludzi sobie nieznanych jest wiele znaczącym doświadczeniem składającym się z - wydawałoby się małych - elementów mozaiki w ogromny obraz życia. Życia barwnego, dynamicznego choć czasem zdradliwego. Jak to bywa w grupie, zdarzają się i gorsze chwile. Przychodzi zwątpienie, pojawiają się nowe urazy i waśnie, ale najważniejsze jest to, że podróż do Hiszpanii budzi w każdym z nich nową chęć do życia. Każdemu maluje nową ścieżkę, którą śmiało może kroczyć po powrocie do domu. Gdziekolwiek on jest. Bo Królowa pszczół to też książka bez granic i o granicach. Nie tylko tych geograficznych, ale i tych, które każdy z nas nosi w sobie - (...)Narodowość można różnie rozumieć(...). Granicach, których z jednej stroni nikt z nas nie przekroczy, albo odwrotnie - przekroczyć pragnie – w zależności od tego, co sobie założy. Krenz śmiało pisze o problemach pochodzenia, o problemie tożsamości, nie tylko w globalnej wiosce, jaką jest świat, także o tożsamości wewnętrznej, o własnym poczuciu siebie, odnalezieniu własnej drogi i własnego ja. Łukasz próbujący zrozumieć miłość, Rita, której doświadczenia zamknęły się w śmiertelnej chorobie czy Helena próbująca na nowo obudzić miłość - wszystkie te postacie czegoś szukają, a podroż do Hiszpanii jest dla nich równaniem, które znajduje rozwiązanie. 

Niekiedy zdarza się, że prawdy, które próbujemy poznać umysłem, niespodziewanie spadają na poziom serca i nagle czujemy je każdą cząsteczką swojego ciała. I już nie domyślamy się, nie przeczuwamy, po prostu wiemy. Jak niezależnie od siły i kierunku wiatru las nie zmienia struktury, tylko nadal pozostaje tym samym lasem, jak fale na morzu nie zakłócają esencji wody, gdyż są tą samą wodą, tak życie toczy się utartym trybem, niezależnie od naszej woli ani od tego, co o nim myślimy. Ono tego nie wiem, po prostu się toczy.

Tytuł książki nie jest przypadkowy – poza tym, że pojawiają się  z niej fragmenty z książki Życie pszczół M. Maeterlinck’a, to bohaterzy Katarzyny Krenz jak pszczoły pracują nad własnym losem i jak pszczoły nie zrażają się w razie niepowodzeń. Tych kilka słów o książce chciałabym zakończyć wybranym cytatem z Życia pszczół, który znalazł się w książce Katarzyny Krenz, a który bardzo mnie poruszył i pokazał, jak bardzo smutni jesteśmy, my ludzie pragnąc samotności.

Pszczoła jest w pierwszej linii,
I to w wyższym jeszcze stopniu niż mrówka,
Stworzeniem stadnym, gromadzkim,
I może żyć jeno w tłumie […]
Na moment zanurza się w toniach kwiatów,
Niby nurek poszukujący pereł w głębi oceanu,
Ale pod grozą śmierci musi w regularnych odstępach czasu wracać,
By wciągnąć w piersi tchnienie tłumu,
Podobnie jak nurek nie może obejść się
Bez odetchnienia powietrzem ziemi.
Jeśli ją odosobnimy, to pomimo obfitości jadła
I najkorzystniejszych warunków temperatury
Zginie w ciągu kilku dnia, nie z głodu, nie z zimna,
Ale z samotności.
(Życie pszczół, M. Maeterlinck, s.20)




cytaty pochodzą z książki
* motto w tytule - przysłowie z Vermont (cytat pochodzi z książki)

Niedaleko van Heugten do Grishama - Dotknąć prawdy




Upalne dni nie sprzyjają chyba jednak lekturze. Ciężko zatopić się w książce, kiedy myśli krążą wokół plaży, morskiej bryzy i zimnego drinka. Wtedy ewentualnie ma się ochotę na coś prawdziwie orzeźwiającego i lekkiego. Coś, co ochłodzi rozgrzane ciężkim letnim powietrzem zmysły, i nie zmusi do nadmiernego wysiłku umysłu, który i tak przy takich temperaturach ledwo funkcjonuje. Co jednak wybrać, aby nie zmarnować czasu nad ckliwym romansidłem, czy bezdennie głupią i beznadziejnie niemożliwą historią? To jest problem w taki upał – nie przegrzać się ale i nadmiernie nie wychłodzić.
Mój wybór padł na od dawna obserwowaną w księgarni książkę, której okładka zdawała się mówić, że to będzie dobra lektura. Cóż, kiedy zorientowałam się o czym jest książka trochę się zmartwiłam – wydała mi się jednak nieodpowiednią na upalne dni. Nic bardziej mylnego. Dotknąć prawdy Antoinette van Heugten idealnie rozgrzewa, bo wciąga niesamowicie i jeszcze lepiej chłodzi, czasem nawet ziębi tak strasznych tematów dotyka. Ta książka niewątpliwie będzie kojarzyła się czytelnikowi z powieściami John’a Grisham’a, jednak ja nie spieszyłabym się z takimi porównaniami, bo choć autorka książki ma za sobą przeszłość prawniczą to jednak dobrze by było gdyby jeszcze trochę popracowała, wydała kilka książek i wtedy będziemy mogli porównać ją do mistrza kryminału prawniczego. Ale jak na początek to lektura doskonała, pomimo. Choć tematyka wydaje się być ciężkiego kalibru nie należy do specjalnie drastycznych. Pomimo tego, że rzecz dzieje  się w szpitalu dla psychicznie chorych nie opisuje szczegółowo okrutnych scen szpitalnych. Jest ich tyle ile potrzeba aby historia dotycząca dwójki bohaterów zamkniętych w szpitalu mogła gładko i czytelnie się potoczyć. 

Szła pustym korytarzem szpitala psychiatrycznego, wystukując obcasami ostre staccato na gładkiej wydezynfekowanej posadzce. Przystanęła, pchnęła drzwi i weszła do pokoju. Był cały zbryzgany wstrętną ciemnoczerwoną krwią, która splamiła ściany i rozlała się wielką kałużą na podłodze. Kobieta zakryła dłońmi usta, by stłumić narastający w gardle krzyk. Jej wzrok przykuło ciało na łóżku. Chłopak leżał na plecach, wbijając w sufit puste spojrzenie lodowato niebieskich oczu. Ujęła go za przegub, brukając palce śliską lepką krwią, lecz nie wyczuła pulsu. Rzuciła się do przycisku dzwonka wzywającego pielęgniarkę … i zamarła.
Na podłodze obok lóżka leżał skulony drugi chłopiec, trochę podobny do tamtego, z rękami i twarzą też pokrytymi ciemniejącą krwią. Lecz gdy gorączkowo sięgnęła do jego nadgarstka, tym razem wyczula słaby puls.
I wtedy spostrzegła, że ten chłopiec kurczowo ściska w dłoni długi, ostro zakończony przedmiot, unurzany we krwi …

Młody geniusz Max Parkman zostaje przyjęty do szpitala w Maitland, jako dziecko z zaburzeniami psychicznymi – stany depresyjne, myśli samobójcze, zespół Aspergera. Niestety stan jego zdrowia ku zdziwieniu matki zamiast poprawiać się wśród tylu wspaniałych specjalistów tylko się pogarsza. Lista chorób Maxa ciągle się wydłuża, a leki zamiast wyciszać powodują spustoszenie w młodym organizmie. Razem z Maxem do Maitland przyjęty zostaje Jonas, chłopiec z podobnymi objawami, do których dochodzą silne samookaleczenia i kompletny brak kontaktu z otoczeniem. I choć Maitland uchodzi za jeden z lepszych szpitali psychiatrycznych to, jak się okazuje personel nie do końca  zdaje się to potwierdzać. Na terenie szpitala dochodzi do tragedii, która dla czytelnika od początku wydaje się czytelna, jednak autorka nie pozwala na szybkie rozwiązanie sprawy. I choć czasami denerwujące jest to przedłużanie, bo dziwnym wydaje się, że nikt, poza czytelnikiem nie widzi kto jest problemem, to podtrzymywanie napięcia i końcowe rozwiązanie przyprawiają o dreszcze.
Być może książka nie jest idealna - ja osobiście usunęłabym kilka scen, szczególnie tych przesłodzonych, które ni jak maja się do historii opowiadanej w książce to jednak mimo wszystko to dobra lektura na lato. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie, ci, którzy lubią psychologię i ci , którym kryminały nie są obce. Nawet wielbiciele Grishama, a może ci przede wszystkim, myślę, że z chęcią porównają kunszt literacki autorów.
Choć oryginalny tytuł książki to Saving Max, to wolna interpretacja czy to tłumacza, czy też Wydawnictwa Dotknąć prawdy doskonale oddaje treść książki. Jak trudno jest czasem udowodnić zdawałoby się czytelną prawdę dowiedziała się matka Maxa Danielle Parkman. Pomimo wiszącej nad nią groźby pozbawienia wolności, a przez to braku kontroli nad sprawą syna i wizją wieloletniego braku z nim kontaktu nie odwiodły Danielle od poszukiwania prawdy. Bolesnej nie tylko dla niej ale i drastycznej w oczach czytelnika.jak drastycznej? Chętni niech przekonają się sami, bo choć rozwiązanie wydaje się oczywiste, prawda wcale taką nie jest.


cytat (prolog) pochodzi z książki
trailer: YT